Kiedyś był jedynym środkiem transportu. Dzisiaj odcina kupony
Pisałem ostatnio, że z uwagi na trudną sytuację hydrologiczną w Polsce żegluga śródlądowa w wielu miejscach zamarła. Na szczęście, na samej północy kraju sytuacja wydaje się być stabilna.

Przynajmniej tak jest w Świnoujściu, gdzie legendarny prom Warszów trzyma fason. Tak po prawdzie, w sumie nie mogło być inaczej, bo mówimy o przeprawie na wysokości portu morskiego, skąd wypływają dalekobieżne statki towarowe i pasażerskie - brak wody w tym miejscu oznaczałby już upadek znanej nam cywilizacji.
A skoro po kilkuletniej przerwie odwiedziłem to miasto, postanowiłem pierwszy raz legalnie* przeprawić się automobilem śródmiejskim promem w Świnoujściu i zobaczyć, jak sprawy wyglądają po otwarciu tunelu pod rzeką Świną. Przez długie lata z tego promu korzystać mogli wyłącznie zmotoryzowani mieszkańcy Świnoujścia.
Sprawy wyglądają tak, że oprócz mojego grata promem przeprawiał się… jeden samochód i jeden motocykl
Trudno powiedzieć, czy jest to po prostu rzeczywistość po otwarciu tunelu, czy też trafił mi się akurat taki kurs, ale patrząc na porę - środek wakacji, sobotnie popołudnie, ciepełko i słoneczko - mógł być to ten pierwszy powód. Ludzi było więcej, ale ludzie będą zawsze, bo innej możliwości przeprawy z buta akurat nie ma.

Niemniej, zwodowane w latach 90. statki Bielik cały czas kursują tam i z powrotem w mniej więcej półgodzinnych taktach, mijając się w połowie drogi. Pod koniec dnia, kiedy ruch maleje, pływa już tylko jeden statek, a drugi odpoczywa i czeka na kolejny dzień pracy.
Przez wiele lat kierowcy spoza Świnoujścia nie mogli przeprawić się promem Warszów
W przypadku zmotoryzowanych, przeprawa Warszów przez wiele lat zarezerwowana była wyłącznie dla mieszkańców Świnoujścia. Trzeba było mieć albo tutejszy meldunek, albo samochód zarejestrowany w Świnoujściu. Trudno powiedzieć, czy w tym drugim przypadku można było oszukiwać, kupić grata za 1000 zł z wyróżnikiem ZSW i rżnąć głupa, czy obowiązywała twardsza selekcja, niemniej fakt pozostaje faktem, że jeżeli ktoś przyjechał “obcym” samochodem, to musiał wybrać alternatywną drogę.

Bieliki niedługo po rozpoczęciu kursowania, dlatego liczba osób może być nieco "zawyżona" przez efekt atrakcji turystycznej.
Alternatywną drogą była przeprawa Karsibór, dźwigająca po kilkadziesiąt samochodów, ciężarówek i autobusów za jednym zamachem
Prom znajduje się nieco na południe od Świnoujścia, w śladzie dawnej drogi krajowej nr 93. Kursowanie rozpoczął w 1978 roku i na tamten moment stanowił jedną z najnowocześniejszych przepraw promowych w Europie. Jego obsługę zapewniały i nadal zapewniają statki Karsibór, mające pojemność 80 pojazdów i 300 pasażerów.


To właśnie po uruchomieniu przeprawy Karsibór ograniczono dostępność promu w samym Świnoujściu, cały ruch tranzytowy kierując na południe, poza granice miasta. Warto też zauważyć, że pływające w tamtym czasie w Świnoujściu promy nijak miały się do tych dzisiejszych - stare statki typu Uznam zabierały na pokład po zaledwie kilkanaście pojazdów. Do ogromnych wówczas jednostek Karsibór nie miały nawet podjazdu.
Historia przeprawy samochodowej w Świnoujściu sięga lat 20. XX wieku
Wtedy pływało tutaj kilka statków parowych, jeszcze pod niemiecką banderą. Po Wojnie, kiedy Świnoujście znalazło się w granicach Polski, jeden z nich nawet zmienił nazwisko na polskie - Wolin - i pływał sobie przez kolejne lata ku chwale nowej ojczyzny.

Zasadniczo, znana dzisiaj koncepcja przeprawy czołowej zadomowiła się na dobre dopiero w latach 60., po wprowadzeniu do eksploatacji wspomnianych jednostek typu Uznam. Wcześniej dominowały tzw. promy boczne, czyli statki przybijające burtą do nabrzeża i tak samo cumujące po drugiej stronie. Uznam był z dzisiejszej perspektywy typową barką do transportu pojazdów, która cumowała prostopadle do nabrzeża i równolegle do drogi dojazdowej.

Prom nie dość, że boczny, to jeszcze parowy. Fuj!
Oczywiście, równolegle do promów, pływały również niewielkie statki pasażerskie, pełniące rolę tramwaju wodnego. Tam można było jednak zapakować co najwyżej rower albo hulajnogę.
Sytuacja zmieniła się diametralnie dopiero po otwarciu tunelu w 2023 roku
Tak się tutaj powoli żyło w tym Świnoujściu, aż w końcu po dekadach nierównej walki udało się otworzyć długo wyczekiwany tunel pod rzeką Świną, który w znacznym stopniu udrożnił transport. Aby podkreślić skalę problemu dodajmy, że lewobrzeżna część Świnoujścia leży na wyspie Uznam, gdzie w obrębie polskich granic aż do wybudowania wspomnianego tunelu nie było stałej przeprawy przez rzekę. Mieszkańcy przez lata musieli telepać się promami albo jechać naokoło przez Niemcy, okrążając cały Zalew Szczeciński.
A promy? Po otwarciu tunelu straciły oczywiście na znaczeniu, ale nikt w mieście z tego powodu nie płacze, bo nie ma za czym. Prom Warszów został “uwolniony” dla wszystkich obywateli, zaś kursowanie promu Karsibór ograniczono wyłącznie do dni roboczych i to w dwugodzinnych interwałach. Jest on potrzebny w celu przeprawy pojazdów objętych zakazem wjazdu do tunelu, czyli m.in. ciężarówek przewożących materiały niebezpieczne, pojazdów ponadnormatywnych i rowerzystów.
Chociaż przeszedł w pewnym sensie w stan hibernacji, nadal jest jednak potrzebny - jak coś dupnie i tunel stanie się nieprzejezdny, znowu będzie musiał założyć lśniącą zbroję i jak za dawnych lat dźwigać transport na swoich barkach.
PSSST!
*Miałem okazję skorzystać z promu Warszów jakieś 3-4 lata temu, kiedy obowiązywała jeszcze segregacja na miejscowych i na obcych. Jako ten obcy normalnie zostałbym oczywiście przepędzony, ale że akurat trafił się taki dzień, kiedy w kolejce oczekiwało mało aut, postanowiłem zaszantażować obsługę legitymacją prasową pod pretekstem przygotowywania materiału poświęconego historii promów w Świnoujściu - co akurat było prawdą, ale płynąć samochodem w tym celu akurat wcale nie musiałem.

No trudno, najwyżej pójdę za to do piekła.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.