Ministerstwo przemówiło. Nie masz gdzie parkować, spójrz na zieleń
Parkowanie w polskich miastach to droga przez mękę i różne opłaty. Są jednak wśród nas kierowcy wilcy, którzy wolą parkować na trawie, bo wiedzą, że nic z tego nie będzie. Okazuje się, że mają rację.

Jakiś czas temu spotkałem się z twierdzeniem, że o wiele większy sens ma nielegalne parkowanie na chodniku czy trawniku, niż płacenie za dzień postoju auta w strefie płatnego parkowania. Autorzy tej odważnej tezy mówili, że straż miejska omija takie auta wzrokiem, policja zajmuje się ważniejszymi sprawami, a prawdziwe ryzyko pojawia się dopiero wtedy, gdy pojazd zostanie zgłoszony przez jakiegoś aktywistę.
Oburzyło mnie to, ale zacząłem baczniej przyglądać się okolicy, w której parkuję za pieniądze i ze zdumieniem odkryłem, że faktycznie okoliczne trawniki są najeżone samochodami, a i na chodnikach parkuje się na luzie.
Taki stan rzeczy zdenerwował również pewnego posła, który wniósł interpelację o zwiększenie sankcji za nielegalne parkowanie na chodniku i trawniku. Mówi mądrze, co mnie trochę zaskoczyło, bo pamiętam jak jeszcze niedawno biegał na granicy z pizzą w ręku, ale najwidoczniej to była tylko faza.
Franciszek Sterczewski wskazuje, że:
Przepisy o ruchu drogowym nie zawierają pojęć „zieleń” lub „trawa”. Parkowanie na trawnikach, zieleni urządzonej czy w parkach formalnie nie jest zabronione, dlatego straż miejska może jedynie sięgać po Kodeks wykroczeń, który penalizuje dopiero „niszczenie lub uszkadzanie roślinności” (art. 144 K.w.).
W praktyce większość służb oczekuje dowodu, że konkretne zatrzymanie pojazdu doprowadziło do uszkodzeń. Przez to teren przeznaczony na zieleń, po pierwszych zniszczeniach, traci praktycznie ochronę prawną (zdewastowany trawnik staje się legalnym miejscem postoju), straż miejska nie może założyć blokady na pojeździe ani nałożyć punktów karnych, a odholowanie auta w tej sytuacji bywa niemożliwe. Przy tym art. 96 § 3 Kodeksu wykroczeń, który umożliwia pociągnięcie właściciela pojazdu do odpowiedzialności za niewskazanie sprawcy, często nie znajduje zastosowania.
Trudno nie przyznać racji posłowi, bo tak dokładnie się dzieje. Poseł porusza również kwestię nielegalnego parkowanie w strefie płatnego parkowania. O tym sposobie opowiedział mi kiedyś znajomy. Otóż w SPP musisz zatrzymać się na wyznaczonych miejscach i tylko za parkowanie na nich pobierana jest opłata.
Wystarczy jednak, że parkujesz obok nich i dzieje się magia. Mandat za nieprawidłowe parkowanie to 100 zł, więc jak dobrze zaparkujesz, tak żeby nie utrudniać ruchu, to możesz np. zostawić auto na tydzień i tym samym zaoszczędzić kilkaset złotych na parkowaniu w SPP. To genialne w swojej prostocie.
Kolejnym problemem jest ekonomiczna zachęta do łamania przepisów: obowiązujące praktyki dotyczące stref płatnego parkowania powodują, że parkowanie nielegalne (poza miejscami wyznaczonymi) bywa tańsze niż parkowanie legalne. Właściciel auta obciążany jest bowiem opłatą dodatkową na podstawie art. 13 ustawy o drogach publicznych, natomiast procedura karna wobec sprawcy wykroczenia wymaga ustalenia sprawcy (Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia). To wydłuża procedurę i daje wiele możliwości do uchylania się od kary (np. nieodebranie listu poleconego – brak fikcji doręczenia).
Przy tym kara za postój w miejscu zabronionym nie rośnie z czasem, ponieważ karana jest czynność zatrzymania, a nie długość postoju – tygodniowy postój na zakazie nadal może skutkować grzywną na poziomie kilkudziesięciu/stu złotych, co jest bez porównania tańsze niż opłacenie legalnego parkingu. To zjawisko jest niesprawiedliwe wobec uczciwie parkujących i prowadzi do niszczenia infrastruktury i zieleni, wymusza na samorządach stawianie słupków i tworzy presję na podwójne patrolowanie przez kontrolerów strefy i straż miejską.
Franciszek Sterczewski poprosił więc Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji o wypowiedzenie się czy planuje jakieś zmiany.
Ministerstwo odpowiedziało: Nie dygaj mordo, wszystko jest ok
To znaczy ubrało to w ładniejsze słowa, ale sens został ten sam. Ministerstwo mówi, że zieleń znajduje się zazwyczaj poza pasem drogowym, więc nie obejmuje jej ustawa prawo o ruchu drogowym, tylko kodeks wykroczeń, w którym nie zamierza grzebać, bo jest dobrze, jest super, więc o co ci chodzi pośle.
niejednokrotnie roślinność, na którą wjeżdżają pojazdy, znajduje się poza formalnie wyznaczonym pasem drogowym, w związku z czym nie może zostać objęta regulacjami Prawa o ruchu drogowym. Ponadto warto zauważyć, że obecnie obowiązują już przepisy prawa, zgodnie z którymi należyty stan roślinności stanowi przedmiot ochrony, np. art. 144 § 1 ustawy z dnia 20 maja 1971 r. Kodeks wykroczeń[2]. Czyny stypizowane w art. 144 § 1 k.w. są wykroczeniami powszechnymi, co oznacza, że mogą być popełnione przez każdą osobę zdolną do ponoszenia odpowiedzialności karnej na podstawie przepisów prawa wykroczeń. W praktyce sprawcą może być zatem również kierujący pojazdem, który niszczy lub uszkadza roślinność, przykładowo wjeżdżając na tereny zieleni samochodem. Dodatkowo warto nadmienić, że tereny zieleni jako takie definiuje ustawa z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody[3] (art. 5 pkt 21).
Analiza obowiązujących w omawianym obszarze przepisów prawa prowadzi zatem do wniosku, że wprowadzenie do Prawa o ruchu drogowym zakazu parkowania na terenach zielonych, w rzeczywistości prowadziłoby do zawężenia zakresu ochrony do roślinności, znajdującej się wyłącznie w granicach drogi. Tymczasem, jak już wskazano powyżej, obecnie istnieje regulacja (art. 144 § 1 k.w.), obejmująca ochroną roślinność w szerszy niż możliwy do określenia w Prawie o ruchu drogowym, sposób.
Ale i tak najbardziej podoba mi się fragment, w którym ministerstwo odpowiada, że nie ma sensu zmieniać zasad odholowania pojazdu, tylko trzeba zostawić je jak jest. Dlaczego? Bo odholowanie ingeruje w prawo własności. IKS DE.
Dodatkowo należy mieć na uwadze, że usunięcie pojazdu z drogi, a następnie przechowywanie go na parkingu depozytowym, stanowi ingerencję w konstytucyjnie chronione prawa jednostki. Wskazane czynności skutkują bowiem ograniczeniem wykonywania prawa własności (właściciel nie ma możliwości korzystania z rzeczy i pobierania z niej pożytków), a ponadto musi pokryć koszty związane z przetransportowaniem pojazdu oraz przechowywaniem go na parkingu
Tym samym potwierdza, że jeżeli zaparkujecie poza wyznaczonym miejscem, ale tak żeby nie utrudniać ruchu, to wasz samochód może stać przez wieki i nikt go nie ruszy.
Podsumowując, w ocenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, szczegółowa analiza wskazanego przez Pana Posła zagadnienia prowadzi do wniosku, że obecnie obowiązujące regulacje zapewniają właściwe wyważenie pomiędzy wskazanymi celami, tj. zapewnieniem płynności i bezpieczeństwa ruchu drogowego a ochroną indywidualnych praw uczestników tego ruchu.
Jest pięknie
Powiem wam, że czasem jako redaktor portalu motoryzacyjnego mam wrażenie, że w tych wszystkich opowieściach aktywistów o tym, że zrobiliśmy świat pod samochody i kierowców, jest jednak ziarno prawdy. Niska wysokość kary i praktycznie zerowe zagrożenie ze strony straży miejskiej sprawia, że samochody można parkować dowolnie, jeżeli tylko zna się dwa lub trzy przepisy prawne.
I to jest trochę smutne, że pozwalamy na niszczenie przestrzeni w majestacie prawa.
Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.