Nowy Opel Astra za 119 900 zł. Tak biedny, że nie ma nawet kół
W konfiguratorze kompaktowego Opla pojawiła się nowa, bazowa wersja. Astra w tej odmianie wygląda tak skromnie, że jak przejeżdża obok parku, to kaczki rzucają jej chleb.

Opel Astra szóstej generacji dopiero co przeszedł lifting, a już otrzymał kolejną nowość – podstawowy wariant wyposażenia o nazwie Start. Na pierwszy rzut oka wydaje się zdecydowanie uboższa od flagowych wersji GS czy Ultimate, ale gdy spojrzy się na szczegóły specyfikacji, to znikają powody do śmiechu
Nowy Opel Astra w wersji Start od 119 900 zł
Co ciekawe, nowa wersja jest na razie widoczna tylko w konfiguratorze. W cenniku na stronie nadal jej nie ma, bo tenże pochodzi sprzed paru miesięcy. Zapewne niebawem zostanie podmieniony na aktualny.
Nowa, bazowa odmiana kompaktowego Opla nosi nazwę Start i jest dostępna z trzema wariantami napędu – benzynowym z układem mild hybrid (145 KM), wysokoprężnym (130 KM) i elektrycznym (156 KM). W żadnym z nich nie trzeba samodzielnie wachlować biegami – wszystkie mają automaty, choć w każdy jest inny rodzaj skrzyni. Benzyniak ma dwusprzęgłową, diesel tradycyjną automatyczną, a w Astrze Electric jest przekładnia redukcyjna.

Wersje benzynowa i wysokoprężna mają tę samą cenę początkową – 119 900 zł. Za odmianę elektryczną trzeba zapłacić z kolei co najmniej 157 300 zł. Opel Astra Start jest tym samym o równe 5000 zł tańszy od dotychczas podstawowego wariantu Edition.
Wbrew pozorom, różnica w cenie wynosząca niewiele ponad równowartość płacy minimalnej nie oznacza wcale dużego poświęcenia pod względem standardu wyposażenia. Powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie.





Astra w wersji Start oferuje seryjnie m.in. automatyczną klimatyzację (1-strefową), adaptacyjny tempomat Stop&Go, przednie światła LED, czujniki parkowania z przodu i z tyłu, elektrycznie sterowane szyby z przodu i z tylu, elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka, skórzaną kierownicę oraz ergonomiczne fotele przednie Intelli-Seats, a także system Multimedia z 10-calowym ekranem dotykowym Pure Panel.

Moim zdaniem, jak na bazową wersję, jest więc nawet lepiej niż dobrze. Tylko że… Na tle chińskiej konkurencji za porównywalne pieniądze mimo wszystko nadal wypada dość blado. Zwłaszcza gdy skupimy się na kwestiach wizualnych.
Wspomniany w tytule brak kół to oczywiście żart, ale jak każdy dobry dowcip, ma w sobie ziarnko prawdy – przez jakiś błąd konfiguratora poglądowa grafika przedstawia podstawową Astrę bez kół właśnie. Wystarczy jednak przełączyć widok i magicznie się pojawiają.

A gdy już się pojawią, to w sumie wcale nie jest lepiej – są to bowiem 16-calowe stalówki z kołpakami. Niezbyt efektowne.
Do tego domyślnym lakierem jest równie mało spektakularny Denim Blue (za jakikolwiek inny trzeba dopłacić 3200 zł), a w środku czeka materiałowa tapicerka. Doceniam, że ten kolor nadwozia to przynajmniej metalik – pamiętajmy, że kiedyś bazowe Ople występowały w smutniejszych odcieniach, jak granatowy z Astry G czy szary z Astry H.





Dodanie wersji Start do gamy aktualnej Astry wydaje się interesującym zabiegiem, aczkolwiek skuszą się na nią pewnie głównie floty.
No i patrząc na to, jak hojne rabaty widnieją w ostatnim cenniku, do tych 119 900 zł na długo bym się nie przywiązywał. Coś czuję, że za jakiś czas dealerzy mogą zacząć oferować ten model za naprawdę okazyjne 99 900 zł.
Z motoryzacją związany od dziecka - rodzinna legenda głosi, że jego pierwsze pełne zdanie wypowiedziane w języku polskim dotyczyło Fiata Tipo. W 2018 roku rozpoczął współpracę z redakcją tygodnika Motor, a przez kilka ostatnich lat pisał dla Wyboru Kierowców. Specjalizuje się w prezentowaniu i testowaniu motoryzacyjnych nowości, ale graciarstwo też nie jest mu obce. W swoim garażu trzyma między innymi Mercedesa W115, dwa Maluchy i Mustanga. W wolnym czasie przeważnie serwisuje swoje wozy albo jeździ nimi na zloty i rajdy, a czasami zdarza mu się nawet samemu zorganizować jakąś imprezę dla zabytków.