REKLAMA

Możesz kupić rumuńskiego grata. Te auta rzadko występują w ogłoszeniach

Każdy stary grat wyprodukowany w Rumunii jest warty zachowania dla potomności, jeżeli raczył przetrwać do dzisiaj. Tym razem jest to Oltcit, który już niemal całkowicie zniknął z naszych dróg.

Możesz kupić rumuńskiego grata. Te auta rzadko występują w ogłoszeniach

Oltcit to jeden z tych samochodów, odnośnie którego krąży znacznie więcej legend, niż faktów. Jedna rzecz jest zaś niepodważalna - to, że był pojazdem naprawdę gówn… niedoskonale wykonanym, co negatywnie wpływało na jego trwałość. Nieprzypadkowo zresztą sprawne egzemplarze są dzisiaj niezwykle rzadkie.

Ten Oltcit Club przeznaczony jest na sprzedaż

Oltcit Club to tak naprawdę francuski Citroen, tylko gorszy

Tak, jak Dacia opierała się na licencji Renault, Oltcit od 1976 roku tłukł w swojej fabryce projekt Citroena. Samochód znany był zresztą również pod marką Citroen i występował jako model Axel, niemniej produkowany był również w tej samej fabryce w mieście Craiova.

Citroen Axel przeznaczony był na eksport do państw Europy Zachodniej, aby nie robić wiochy. Oltcit Club był natomiast docelowym produktem, przeznaczonym dla prawdziwych twardzieli.

W istocie, Oltcit był trzydrzwiową odmianą Citroena Visa, tyle że jeden z drugim nie miał ani jednej części wspólnej. Oltcit początkowo występował w dwóch wersjach: Club wyposażonej w 1,1-litrowy silnik pochodzący z większego modelu GSA, a także Special z dwucylindrowym silniczkiem o pojemności 650 ccm, zaczerpniętym ze wspomnianej Visy.

W uproszczeniu, od 1986 roku produkowano już wyłącznie model Club z większym silnikiem. Przedmiot na sprzedaż pochodzi z 1987 roku, a więc został wyprodukowany już "po". Pod koniec produkcji montowano jeszcze motor o pojemności 1,3 litra. Produkcję Oltcita, już pod zmienioną marką Oltena zakończono w 1996 roku.

Z Citroena była również zakręcona tablica przyrządów rodem ze Star Treka

Auta francuskiej marki w latach 70. znane były ze swoich ekscentrycznych aranżacji wnętrz, gdzie wszystko było zrobione zupełnie inaczej. Modele, takie jak CX, GSA, czy wczesny BX, wyposażone były w tablice przyrządów z wariackimi satelitami w miejscu typowych przełączników. Podobną deskę miały m.in. właśnie Oltcity, na wzór tej z modelu Visa.

Haczyk polega na tym, że o ile Citroen mniej więcej od połowy lat 80 sukcesywnie powracał do tradycyjnych tablic przyrządów, to dla Oltcita konsekwentnie produkowano deskę o niezmienionym wzornictwie - dzięki temu, kiedy wszystkie powyżej wymienione modele Citroena zostały już dawno zastąpione nowymi, Oltcit aż do 1996 roku, czyli swojego końca, wyposażony był w charakterystyczne satelity.

Legenda o drewnianych klockach hamulcowych to rzeczywiście tylko legenda

Jakikolwiek tekst poświęcony Oltcitowi bez wzmianki o drewnianych klockach hamulcowych nie przejdzie przez cenzurę, tak że nie mam wyboru i muszę ten wątek poruszyć. Jest to wszakże mit jadący na tym samym wózku, co rzekome niedoszłe bankructwo Mercedesa z powodu produkcji modelu W123 - czyli z prawdą ma tyle wspólnego, co ja z mongolskim baletem.

Legenda wzięła się z tego, że egzemplarze importowane do Polski w miejscu klocków hamulcowych miały wkładane drewniane bloczki, mające pełnić rolę zaślepki. Faktyczne klocki hamulcowe były zaś montowane już na miejscu. Jest oczywiście możliwe, a nawet wielce prawdopodobne, że ktoś na szybko zwijał narzędzia w piątek po południu i o czymś zapomniał, a samochód trafił później do prywatnego klienta. Nie był to wszakże zorganizowany proceder, jak niektórzy głoszą.

Oltcity, podobnie jak Dacie, zniknęły z dróg dosyć nagle i niepostrzeżenie

O ile stare Skody, Łady czy Wartburgi i Trabanty widywałem jeszcze dosyć regularnie w pierwszej dekadzie lat 2000., o tyle auta produkcji rumuńskiej wymiotło dosyć szybko. I to nie tak, że wszystko gdzieś gniło, nic natomiast nie jeździło - nawet wrostów było niewiele.

Fakt, że samochody te nigdy nie były u nas szczególnie poważane, a wręcz traktowano je z pogardą. Daleko im oczywiście do nienawiści wycelowanej w Syreny, ale fakt dość szybkiego zniknięcia z polskiego krajobrazu jest dosyć wymowny. Mało tego, nawet dzisiaj, chociaż zarówno Oltcity, jak i Dacie aspirują do miana klasyków, spotyka się je bardzo rzadko - zwłaszcza Oltcity.

O sprzedawanym egzemplarzu trudno powiedzieć cokolwiek więcej oprócz tego, że to Oltcit

Sprzedający wysilił się jedynie, nazywając samochód pełną nazwą - Oltcit Club 11R. Oznacza to, że jest to produkowany w latach 1986-1991 model z silnikiem 1100 ccm, czyli ten mocniejszy, który jakoś tam nawet przyspiesza, ale nie za bardzo. Opis jest ponadto bardzo lakoniczny, a zdjęcia niezwykle oszczędne w swoim przekazie. Brakuje przykładowo zdjęć wnętrza, które w tym wozie robi kapitalną robotę

Cenę trudno zaakceptować, ale zarazem trudno podważyć, ponieważ takich aut na sprzedaż praktycznie nie ma. Dlatego każdy zachowany egzemplarz, który trzyma się kupy, warto odnotować.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.