Polska to pacjent specjalnej troski. Prosty znak musi przetestować
Zastanawiam się, jak bardzo trzeba się nudzić, żeby przetestować dodanie do istniejącego znaku dodatkowej informacji o dopuszczalnej prędkości. Poziom polskich instytucji jest żenujący.

Przypomnijmy - od jakiegoś czasu toczy się dyskusja o możliwości dodania nowego znaku do istniejących. Skala problemów, które się piętrzą i liczba konsultacji sprawia, że można byłoby pomyśleć, że nasz kraj chce wprowadzić rozwiązania niespotykane na skalę światową.
Myślałem, że to znak, który równy jest lotowi w kosmos albo wynalezieniu leku na raka. Jednak nie. Nasi rządzący będą testować dodanie do istniejącego znaku małego kółka. Padam i nie wstaję z zażenowania.
Konsultacje w sprawie nowego znaku. Przecież to nieśmieszny żart
Członkowie rządzącej kolacji chcieli poprawić los kierowców, którzy ewidentnie nie radzą sobie w życiu. Otóż wjeżdżając na trasę objętą odcinkowym pomiarem prędkości gubią się i kompletnie nie wiedzą, ile mogą maksymalnie jechać. W końcu kto by spamiętał, że w Polsce obowiązują konkretne wartości w terenie zabudowanym, w niezabudowanym, na drogach ekspresowych i autostradach. Tyle cyferek, głowa może od tego spuchnąć.
Dlatego postanowiono pomóc kierowcom, którzy na przekór swoich ograniczeń wyruszają w trasę i bohatersko pokonują odcinki objęte pomiarem prędkości.
Nowy znak zakłada dodanie do istniejącego znaku o odcinkowym pomiarze prędkości informacji o ograniczeniu obowiązującym na danym odcinku. Tyle i aż tyle, ale z jakiegoś powodu nie można tego zrobić od ręki, tylko trzeba przeprowadzić badanie.
Może uwierzyłbym, że to naprawdę skomplikowane, ale przecież mamy w naszym kraju pełno znaków, na których znajduje się informacja o ograniczeniu prędkości. Z jakiegoś powodu dodanie jej do odcinkowego pomiaru prędkości urasta do rangi metafizyki, spotkania z absolutem. Tymczasem to prosta informacja, którą powinno się załatwić jedną krótką nowelizacją rozporządzenia.
Mamy za to całą machinę i badania. Co przyniosą? Może udowodnią, że kierowcy wiedzą, ile mogą jechać i co do zasady trzymają się ograniczeń na OPP? Faktycznie przełomowe.
Zrobiłbym inne badanie. Pozdejmowałbym znaki oznaczające OPP, przy jednoczesnym włączeniu systemu. Kierowcy dowiedzieliby się w brutalny sposób, że przepisowa jazda popłaca.
Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.