REKLAMA

Nowy znak na polskich drogach. Długo na niego czekaliśmy

Ministerstwo Infrastruktury poinformowało, że oficjalnie rozpoczyna prace nad nowym znakiem. Kierowcy na niego czekają, ale aktywiści mówią, że to najgorsze zło na świecie. Podobno przez ten znak będziecie częściej popełniać wykroczenia.

Nowy znak na polskich drogach. Długo na niego czekaliśmy

Odcinkowe Pomiary Prędkości to czyste złoto i najlepsze co wymyślono w ostatnich latach na rzecz poprawy bezpieczeństwa drogowego w tym kraju. Założenia są świetne, łatwo jest się dostosować, ale w trakcie poruszania się odcinkowymi pomiarami prędkości użytkownicy zgłaszają problemy. Główny polega na tym, że nie wiedzą jakie ograniczenie obowiązuje na danym odcinku. W teorii powinno być to poprzedzone odpowiednim znakiem, ale istnieją Odcinkowe Pomiary Prędkości, które mają niższą prędkość, niż droga, po które się poruszaliśmy, np. 110 km/h na pewnym odcinku ekspresówki, czy 120 km/h na autostradzie.

Posłowie i rządzący przygotowują się pomału do kampanii wyborczej, więc zaczyna się festiwal obietnic i rzekomej sprawczości. Obiecano nam nowy znak, a w związku z nagminnym wjeżdżaniem na przejazdy kolejowe po zapaleniu się czerwonego światła, złożono obietnice o rozwiązaniach z zakresu bezpieczeństwa przejazdów.

Taki będzie nowy znak. Jest piękny

Trochę mnie rozbawiło, że Ministerstwo Infrastruktury nazywa to projektem badawczym. Od razu brzmi poważnie. Przepisy może uchwalić byle leszcz. Przeprowadzić badania może wybitny naukowiec.

Zespół badawczy zapowiedział wprowadzenie nowego znaku, ale najpierw zostanie poddany testom na autostradach i drogach ekspresowych. Zapytacie, ale jakie to są te nowe znaki. Oto on:

Tak, dobrze widzieć. Testy będą polegać na dodaniu do znaku oznaczającego odcinkowy pomiar prędkości czerwonego pola z dozwoloną na tym odcinku prędkością. Zapewne testy będą intensywne, być może przyniosą odpowiedź na pytanie: czy poprawia to bezpieczeństwo. W oczach wielu to potęgowanie zagrożenia.

Jak to?

Otóż podobno nie powinno się ostrzegać kierowców o dozwolonej prędkości, tak jak nie ostrzega się złodziei, żeby nie kradli w sklepach. Takie rzeczy powinniśmy wynosić z domu i kursów prawa jazdy. Dozwolone prędkości, szacunek do znaków. Według przeciwników tego oznakowania idąc tropem Ministerstwa Infrastruktury, należałoby wszędzie pisać: nie kradnij, nie bij sąsiada, nie znęcaj się nad zwierzętami itd. Kierowca ma być czujny i uważny.

Stoję na stanowisku, że taki znak może komuś pomóc przestrzegać przepisy, więc warto go postawić. Obawiam się jednak, że zanim do tego dojdzie, to wszyscy zdążymy się zestarzeć.

Paweł Grabowski
Redaktor

Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.