Nikt nie chce jeździć zimą. A szkoda, bo powinien
W zawodzie instruktora nauki jazdy pracuję już ponad dekadę i każdego roku sprawdza się ten sam schemat: kiedy przychodzi zima, jest znaczny odpływ chętnych na zrobienie kursu. Tymczasem, to właśnie zima stanowi idealny moment.

Zgadzam się, że jest zimno, mokro, ciemno i w ogóle paskudnie. To jest zresztą główna przyczyna, dlaczego ludzie wolą zacząć kurs wiosna lub latem, a nie chociażby późną jesienią. Są oczywiście również i obiektywne pobudki, jak np. wyjazdy na święta czy obowiązki służbowe przed końcem roku (jeżeli ktoś jest już na etapie stabilnej pracy), niemniej dominuje niechęć do jazdy autem w dziadowskich warunkach. Tyle że właśnie te warunki nauczą kogoś więcej, niż letnie ciepełko.
W lecie warunki pogodowe są raczej stabilne
Ok, może naturalnie padać deszcz, ale nic ponadto nie powinno się wydarzyć. Nie spadnie śnieg i nie będzie mrozu, a zatem na drodze nie pojawi się ślizgawka.
Dla przeciwwagi, zimą takie warunki są dużo bardziej powszechne. Kiedy ktoś ma się nauczyć zachowania w zimowych warunkach, jeżeli nie teraz? Jazda nie jest ponadto jednowymiarowa, ponieważ drogi będą zarówno ośnieżone, jak i w pełni oczyszczone, dlatego można też od razu bezpośrednio porównać fizykę jazdy w obu przypadkach.
Przy większym śniegu można kogoś nauczyć dodatkowych technik niektórych manewrów
Mam tutaj głównie na myśli takie zagadnienia, jak np. ruszanie na oblodzonej nawierzchni czy wyjeżdżanie z głębokiego śniegu. Nie ma szans przećwiczyć takich rozwiązań w środku lata, natomiast zimą takich okazji jest zazwyczaj dużo.
Sam niestety nie miałem okazji przerobić takich tematów podczas szkolenia, dlatego później podczas pierwszej zimy musiałem uczyć się wszystkiego samodzielnie. A że zima była dosyć intensywna, okazji do nauki miałem aż nadto. Niemniej, czułbym się o wiele pewniej, gdybym miał szansę przynajmniej spróbować pod okiem instruktora i uzyskać jakieś wskazówki, a nie bazować na samej wiedzy teoretycznej.
Zimą wcześniej zapada zmrok
Teoretycznie, w ramach programu szkolenia obowiązkowa jest m.in. jazda po zmroku. Praktycznie, w miesiącach letnich jest to założenie niemożliwe do zrealizowania. Jasno zaczyna robić się przed godziną 4, a całkowite ciemności zapadają dopiero w okolicach godziny 22 - trudno, aby ktoś o tej porze jeszcze pracował.
Na przeciwnym biegunie jest wschód około godziny 8 i zachód chwilę po godzinie 15. W rezultacie nie trzeba się specjalnie wysilać, aby mieć zajęcia po zmroku. Takie szkolenie jest potrzebne, ponieważ całkowicie zmienia się wówczas percepcja. Ale jak ludzie mają się tego nauczyć, jeżeli w okresie wakacyjnym przejrzyście jest przez niemal cały dzień?
Kiedy jest ciepło, po prostu się “pali i jedzie”
Mało ludzi zwraca na to uwagę, ale przeszkolenie dotyczące doprowadzenia samochodu do stanu używalności jest również bardzo potrzebne. Odśnieżenie auta, oczyszczenie szyb i lusterek, ustawienie nawiewu i ogrzewania - niby nic, ale kiedy po ostatnich opadach śniegu poprosiłem jednego ze swoich kursantów o przygotowanie samochodu do jazdy, ten nie do końca wiedział, za co się powinien zabrać. Nie jest to zatem wiedza oczywista.
Latem, jak to latem, nic spektakularnego nie ma prawa się wydarzyć. Samochód będzie stał rano tak, jak go postawiliśmy wieczorem dnia poprzedniego.
Prawdziwe zimy to obecnie rzadkość
Inna kwestia, że tegoroczne warunki stanowią w odniesieniu do ostatniej dekady raczej wyjątek, aniżeli powtarzalną regułę. Niemniej, jest to właśnie idealny poligon do nauki jazdy.







































