REKLAMA

Pojechałem na najgorszy MOP w Polsce. Trzeba było zabrać kalosze

Jeśli ktoś kojarzy polskie MOP-y z eleganckimi miejscami postojowymi, nastrojowym oświetleniem, zielenią i ogólnie pojętym miejscem zasłużonego odpoczynku, to tutaj może się zdziwić. Tu nie ma absolutnie nic z tego.

Pojechałem na najgorszy MOP w Polsce. Trzeba było zabrać kalosze
REKLAMA

Tu, czyli - według niedawnego rankingu - na najniżej ocenionym MOP-ie w całej Polsce, czyli "Parkingu Kostomłoty" w okolicach Kątów Wrocławskich. A że nie wierzyłem, że może być tak źle, postanowiłem się tam wybrać osobiście.

REKLAMA

Spoiler: było jeszcze gorzej.

Zapomnijcie o tym, co widzieliście na współczesnych MOP-ach

MOP pod Kątami Wrocławskimi - przy jezdni w kierunku zachodnim - wygląda jak skrzyżowanie pola bitwy z krajobrazem nawet nie pustynnym, ale księżycowym.

REKLAMA

Względnie wyasfaltowany jest tutaj tylko i wyłącznie jeden pas, który służy do wjazdu i jak najszybszego wyjazdu z tego MOP-a. Cała reszta to poprzecinane monstrualnymi dziurami klepisko:

Większe samochody dostawcze jakoś najwyraźniej sobie z taką nawierzchnią radzą, ale kierowcy osobówek raczej nie decydują się na mierzenie się z takimi przeszkodami:

REKLAMA

Zresztą liczba samochodów osobowych, które w ogóle pojawiły się na tym MOP-ie w trakcie mojej wizyty, była raczej skromna. Zresztą, poza jednym właścicielem psa, który nie miał najwyraźniej wyboru, mało kto decydował się na tym MOP-ie w ogóle z osobówki wysiadać.

Biorąc pod uwagę, jak wyglądało to miejsce, sam przez chwilę zastanawiałem się, czy warto wysiadać z auta, czy zrobić zdjęcia - bo tak mi kazali - z samochodu. Decyzja o opuszczeniu pojazdu okazała się o tyle słuszna, że pozwoliła zdecydowanie lepiej poczuć klimat tego miejsca.

REKLAMA

Przy czym klimat tego miejsca czuć było z jakiegoś powodu świeżym moczem, więc na wszelki wypadek celem na początek okazało się omijanie wszystkich podejrzanie wyglądających kałuż.

Niestety omijanie kałuż było możliwe tylko w sytuacji, kiedy pozostawało się na wąskim pasie niezbyt bezpiecznego asfaltu. Absolutnie cała powierzchnia parkingowa poza tym wyglądała mniej więcej tak i tam już wszystko było po prostu jedną wielką kałużą. Z przerwami na dziury, które były jednocześnie i dziurami, i kałużami.

REKLAMA

Co ciekawe, to był chyba jeden z niewielu MOP-ów, które kiedykolwiek widziałem, gdzie zachowana była łączność ze światem zewnętrznym. Podejrzewam, że brama została otwarta, żeby umożliwić dostęp do krzaków - toi toie wprawdzie stały tutaj dumnie w liczbie 4 (licząc te z drugiego końca), ale jakoś nie było widać, żeby przyciągały tłumy.

Z pozostałych udogodnień - losowa opona i równie losowa butelka. Prawdopodobnie jedne z najciekawszych rzeczy na tym MOP-ie.

REKLAMA

Oraz - już tak faktycznie z udogodnień - dwie wiaty, ławeczki i kosze na śmieci. Wszystko zaskakująco schludne i wysprzątane, jak na to, jak prezentowała się reszta tego miejsca. O ile oczywiście pominąć wejście do tej strefy, z górą worków na śmieci i niemal tak samo sporą stertą... kostki brukowej.

Zakładam, że to tymczasowe.

REKLAMA

Piękny jest też wyjazd z tego miejsca, bo skoro auta parkujące tam muszą stać w błocie, to to błoto magicznie nie znika po wyjeździe.

Co oznacza, że właściwie cały pas umożliwiający włączenie się do ruchu na A4 jest pokryty odpowiednio grubą warstwą najpierw świeżego, a potem już zaschniętego, pylącego błota.

Idealne warunki, żeby wprowadzić nas w odpowiedni nastrój do stania w nieskończonym "aczwórkowym" korku, który da nam czas na przemyślenie, czy nie byłoby dobrze następny razem zabrać ze sobą kaloszy. W końcu nigdy nie wiemy, jak będzie wyglądał nasz następny MOP - ale gorzej niż ten to raczej nie.

Piotr Barycki
Redaktor

Redaktor prowadzący Spider’s Web i autor tekstów na Autoblogu. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od ponad 10 lat na stałe związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.

REKLAMA
REKLAMA