Jest jeszcze bardziej przestarzały od Warszawy. Możesz go kupić
Narzekamy, że produkowana w Polsce Warszawa była od samego początku autem przestarzałym. Ten egzemplarz Moskwicza 401 pokazuje, że nigdy nie jest tak źle, aby nie mogło być jeszcze gorzej.

Żeby nie było, z samym Moskwiczem wszystko jest w porządku - to bardzo ładna na pierwszy rzut oka sztuka, której niczego nie brakuje. Rzecz w tym, że chociaż samochód pochodzi z połowy lat 50., to konstrukcyjnie opiera się na przedwojennym Oplu. Albo nie, inaczej - on nim po prostu jest.
Taki oto ładny egzemplarz pojawił się ostatnio na sprzedaż

Ogłoszenie dostępne jest pod TYM linkiem, lecz znajduje się na zamkniętej, prywatnej grupie na Facebooku, dlatego trzeba apelować.
O samochodzie podanych jest mało informacji, ale jest to najprawdopodobniej egzemplarz z 1955 roku, czyli już z samej końcówki produkcji. Moskwicza 401 produkowano bowiem do 1956 roku, kiedy został on zastąpiony nowocześniejszym modelem 402, skonstruowanym już w większym stopniu samodzielnie.
Ten konkretny Moskwicz będzie oczywiście wymagał odpowiednich procedur biurokratycznych, ponieważ jest jeszcze zarejestrowany na terenie Białorusi. Samo auto stoi jednak w Warszawie, czyli transport będzie obejmował wyłącznie terytorium Polski i nie będzie wymagał przekraczania granicy państwa.
Moskwicz 401 to rozwinięcie modelu 400
Wprowadzono go w 1954 roku, czyli niedługo przed całkowitym zakończeniem produkcji tego wozu. Model 401 od starszego różnił się nieco zmodyfikowanym silnikiem, w którym stopień sprężania został zwiększony z 5,8:1 do 6,2:1, co poskutkowało wzrostem mocy z 23 do 26 koni mechanicznych. Niby mało, ale te 3 koniki to jednak niemal 15 proc. jego wyjściowej mocy sprzed modyfikacji.
Oprócz silnika, zmianom poddano również skrzynię biegów, która od tego momentu miała synchronizację drugiego i trzeciego biegu - w tym przypadku nie jestem jednak pewien, czy ta modernizacja nie została przeprowadzona wcześniej, ale dużo źródeł łączy ją na osi czasu z mocniejszym silnikiem.
Tak czy inaczej, tak zmodernizowanego Moskwicza oznaczono numerem 401 i produkowano we wszystkich odmianach nadwozia do roku 1956.
Moskwicz 400 to tak naprawdę przedwojenny Opel Kadett
Te śmieszki na początku tekstu, że my niby mieliśmy Warszawę, a Rosjanie starego Moskwicza, nie mają pokrycia w faktach, ponieważ oba samochody pochodzą zasadniczo z tego samego źródła, czyli ze Związku Radzieckiego. Chodzi bardziej o to, że fakt produkcji Warszawy na licencji radzieckiej Pobiedy nie był najgorszym, co mogło w tamtym czasie spotkać przemysł motoryzacyjny. Ok, ale do rzeczy.
Moskwicz 400 to konstrukcja z lat 30., produkowana na zasadzie, nazwijmy to, reparacji wojennych - projekt i oprzyrządowanie to niemiecki Opel Kadett. I to nie tak, że samochód był nim luźno inspirowany na podstawie oryginalnej dokumentacji - on nim po prostu był niemal co do pojedynczej śrubki. Opla produkowano w latach 1937-1940, zaś Moskwicza od 1946 roku przez kolejną dekadę.
Czy jakieś rozwiązania techniczne uległy zmianie? Oczywiście, ale bardziej z konieczności niż z wyboru. Oblachowanie było cięższe, ponieważ wykonywano je z innego rodzaju stali - to akurat w lokalnych warunkach zmiana na plus, bo konstrukcja Moskwicza lepiej znosiła jazdę po wertepach. Ponadto, dolnozaworowy silnik Opla został w Moskwiczu przez niższy stopień sprężania przystosowany do jazdy na dziadowskim radzieckim paliwie o mniejszej liczbie oktanowej.
Nasza Warszawa w porównaniu z Moskwiczem to już inna liga
Moskwicz w zestawieniu z Pobiedą był po prostu dinozaurem, nie mając podjazdu na właściwie żadnej płaszczyźnie inżynierskiej. Zaczynając od mechanicznego układu hamulcowego w zestawieniu z hydraulicznym, przez archaiczne zawieszenie w porównaniu do nowoczesnego, opartego na wahaczach poprzecznych i sprężynach śrubowych, na wąskim nadwoziu posadzonym na ramie w zestawieniu z pontonowym samonośnym kończąc.
Najgorsze w tym wszystkim jest natomiast to, że samochód w takiej formie produkowano w zasadzie aż do 1956 roku. Ewentualne zmiany były raczej nieznaczne i nie wpłynęły zbytnio na przestarzałą konstrukcję Moskwicza. Dopiero model 402, zbudowany już według znacznie nowocześniejszych standardów, zerwał z wieloma archaicznymi rozwiązaniami poprzednika.
To tak, jakby ktoś dzisiaj produkował auto z silnikiem na gaźniku
Kiedyś czas w motoryzacji płynął inaczej, a samochody ewoluowały znacznie szybciej. W tamtym czasie taki przeskok cywilizacyjny nie był aż tak rażący, jak dzisiaj, co nie zmienia faktu, że kiedy w drugiej połowie lat 50. produkowano już auta mające szereg nowoczesnych rozwiązań, Moskwicz nadal pozostawał w latach 30.
Na litość, to już nawet nasza Syrena była nowocześniejsza!
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.