REKLAMA

Stara Beczka sprzedana za bańkę. Nie no, tyle to nie

Z jednej strony, stare Mercedesy mają swoją markę, co odbija się na ich dużej wartości materialnej. Z drugiej zaś, czy jakikolwiek "zwykły" Mercedes powinien kosztować, w przeliczeniu, około miliona złotych? Pomidor.

Stara Beczka sprzedana za bańkę. Nie no, tyle to nie

Najpierw przedstawmy po prostu fakty. Na aukcji w Stanach Zjednoczonych sprzedano Mercedesa 280TE z 1979 roku za ponad ćwierć bańki, co w przeliczeniu na złotówki daje około miliona złotych.

Samo w sobie ustanowiło to rekord kwoty, jaką kiedykolwiek ktoś zapłacił Mercedesa Beczkę. 280TE oznacza model kombi wyposażony w 2,8-litrowy silnik benzynowy. Wóz miał znikomy przebieg i perfekcyjny stan wszystkiego, czego tylko mógł mieć.

Oddajmy to, że to faktycznie dość unikatowa konfiguracja tego modelu

Wersja 280 z wtryskiem paliwa była najmocniejszą wówczas dostępną dla modelu W123, a w przypadku wersji kombi wybierana była raczej rzadko, z uwagi na bardziej robocze przeznaczenie tego rodzaju nadwozia.

Wystawiony na aukcji egzemplarz wyposażony jest w taki właśnie silnik, połączony z 4-biegową automatyczną skrzynią.

Zrzut ekranu z portalu Gooding Chriestie's.
Zrzut ekranu z portalu Gooding Chriestie's.

Oprócz silnika, wyjątkowe jest również wyposażenie go w klimatyzację - przypominam, że mówimy o samochodzie z 1979 roku, jakikolwiek by on nie był.

Z tego, co mówi opis tego wozu, właściciel zamawiając go w salonie zaznaczył niemal wszystkie pozycje na liście opcji. Jedną z tych, które pominął, musiały być elektrycznie sterowane szyby, ponieważ na zdjęciach widać eleganckie korbki.

Wyjątkowy jest stan utrzymania, ponieważ samochód jest niemalże nowy

Nie licząc dość rzadkiego połączenia silnika z wersją nadwozia, największą siłą tego egzemplarza wydaje się być jednak jego ogólny stan. Wóz ma na liczniku przebieg zaledwie 6000 kilometrów, a ponadto przez 38 lat swojego życia… stał zamknięty w garażu. Większość przebiegu nawinął więc, kiedy był nówką z salonu.

Zrzut ekranu z portalu Gooding Chriestie's.
Zrzut ekranu z portalu Gooding Chriestie's.

W związku z tym, Mercedes jest niemal nietknięty, co robi wrażenie zwłaszcza wewnątrz. Mimo, że zdecydowanie nie jestem fanem aut marki ze Stuttgartu, to przyznaję zupełnie szczerze, że zielone wnętrze zaiste wygląda cudownie, a w zestawieniu z gabinetowym stanem zachowania nawet jeszcze lepiej.

Interesująca jest również historia tego egzemplarza

Z tego, co mówią informacje na temat tego auta, zostało ono w 1980 roku uwięzione w garażu w wyniku trzęsienia ziemi - lawina kamieni zasypała budynek, a samochód przesiedział w nim 38 lat, aż został z niego wydobyty w 2018 roku.

Sterylne warunki garażu stworzyły coś w rodzaju szklanej kopuły, tak że Mercedes zachował się w idealnym stanie i po upływie niemal czterech dekad wymagał jedynie powierzchownego serwisu, głównie z uwagi na długi okres bezczynności.

Zrzut ekranu z portalu Gooding Chriestie's.

Mercedes był kilkakrotnie wystawiany na sprzedaż, za każdym razem kosztując majątek

Mogłoby się wydawać, że 252 tysiące dolarów, bo za taką cenę auto zostało sprzedane w sierpniu 2026 roku, to absurdalnie wysoka cena. Tyle, że to nie pierwszy raz, kiedy ów egzemplarz trafił na aukcję i nie pierwszy raz, kiedy zapłacono za niego fortunę.

W 2020 roku został sprzedany za 155 tysięcy dolarów, a dwa lata później za niespełna 200 tysięcy dolarów. Jak widać na tych przykładach, wartość egzemplarza za każdym razem podskakuje o około 50 tysięcy dolarów.

Co ciekawe, teraz ostateczna kwota transakcji znacznie przekroczyła oczekiwania, ponieważ zakładano "jedynie" około 150 tysięcy dolarów.

Mówcie, co chcecie, ale Beczka w kombi nie jest dla mnie warta nawet połowy tej kwoty

To jest oczywiście moja subiektywna opinia, która nikogo nie obchodzi, ale nawet pomimo doskonałego stanu zachowania i unikatowej konfiguracji, uważam że niespełna milion złotych za Beczkę w kombi to przesadzona kwota.

Ale zawsze to nieco lepiej niż 100 tysięcy za Malucha albo Poloneza.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.