Przez przypadek przejechałem się ciekawym gratem. Nie mam pojęcia, skąd się tu wziął
Czasami zdarza się tak, że na drodze można spotkać pojazd tak egzotyczny, że nikt kompletnie się takiego nie spodziewa. Przeważnie jednak obcowanie z nim polega wyłącznie na oglądaniu - mi się udało do takiego wsiąść i nim odjechać.

Co to za pojazd? Mahindra Bolero, czyli średniej wielkości samochód terenowy pochodzący z Indii. Zarejestrowany legalnie w Polsce, tak że nie był to żaden tymczasowy przybysz z zagranicy. Samochód objawił się przypadkowo, kiedy z kolegami dłubaliśmy przy Starze 660, o czym szerzej pisałem TUTAJ.
Natomiast dzięki uprzejmości jego użytkowników, mogłem pooglądać ten nietypowy pojazd z bliska, zajrzeć pod maskę, a nawet się nim przejechać.
Jak taki samochód znalazł się w Polsce? Niestety, jeszcze tego nie wiem, ale się dowiem
Tym razem na posterunku nie był niestety obecny nikt, kto posiadałby większą wiedzę na temat tego auta. Ogólnie, wszyscy byli raczej zaskoczeni naszym zaskoczeniem - ktoś sobie po prostu przyjechał i zaparkował, a w naszym gronie wybuchło poruszenie, jakby na polanie obok wylądował Concorde.



Niemniej, wszystkie poszlaki wskazują na to, że samochód do Polski został zaciągnięty z Europy, gdzie był przez pewien czas nawet importowany. Konkretnie do Włoch i Hiszpanii, aczkolwiek źródła wskazują głównie na wersję pick-up, a nie kombi. Import na obszarze Unii Europejskiej brzmi jak typowy dzień w biurze, ale intryguje mnie kwestia, dlaczego spośród wszystkich możliwych terenówek padło akurat na Mahindrę.
Egzemplarz w dowodzie rejestracyjnym nazywa się Mahindra CJ i został wyprodukowany w 2003 roku
Niemniej, handlowo jest to model Bolero, który produkowany był od 2000 roku, w ramach zastępstwa za starszy model Armada. Oba pochodziły natomiast w prostej linii od Jeepa CJ, który na zasadzie licencji był produkowany przez Mahindrę już od lat 40.


Zasadniczo, można powiedzieć, że model Bolero jest jakąś 2137 inkarnacją pierwszej Mahindry, ponieważ każdy produkowany później pod tą marką samochód bazował na oryginalnym Jeepie. Warto dodać, że do wspomnianej Armady włącznie każda Mahindra “z pyska” wyglądała jak Jeep, wraz z charakterystycznymi pionowymi wlotami powietrza w liczbie siedmiu otworów.
Z wzornictwem tym zerwano ostatecznie przy okazji nowego modelu Bolero, gdzie projekt miał już zupełnie nową twarz. Zmodernizowano również układ przedniego zawieszenia, stosując nowocześniejszą konstrukcję niezależną. Pomimo tego, mechanicznie i blacharsko w większości to był nadal ten sam pojazd, co przedtem.
Pewną zagwozdkę stanowi silnik zamontowany w tym egzemplarzu
Według ogólnodostępnych informacji dotyczących Mahindry Bolero, wczesne egzemplarze wyposażone były we francuskiego Diesla Indenor o pojemności 2,5-litra. W prezentowanym aucie znajduje się natomiast dwulitrowy silnik EW10 z nowoczesnym układem common-rail - wolnossący przodek słynnej rodziny HDi. Silnik powinien mieć moc 87 koni mechanicznyci i, według danych z dowodu rejestracyjnego, dokładnie tyle właśnie ma.


Dlaczego temat ten stanowi zagwozdkę? Ponieważ w żadnych materiałach nie ma wzmianki o stosowaniu tego silnika w Bolero. Być może motor EW10 jest lokalną inicjatywą któregoś z importerów, zważywszy na to, że ta konkretna sztuka Mahindry najprawdopodobniej została sprzedana właśnie w Europie.
Samochód wydaje się być wykonany z beznadziejnej jakości materiałów
Wiadomo, że jak się dba, tak się ma, ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wóz w środku jest posklejany na ślinę i dwustronną taśmę klejącą. Wszystko pracowało z ogromnym luzem albo stawiało nienaturalny opór, a także trzeszczało od samego patrzenia.


Nieprecyzyjny montaż elementów tablicy przyrządów być może aż tak nie raził - wszak jest to toporny samochód terenowy, a nie luksusowa limuzyna. Raziło natomiast całkowicie groteskowe wzornictwo, gdzie z jednej strony widoczne były drewnopodobne wykończenia, a z drugiej prymitywny zespolony przełącznik przybity na wkręty.
Od pozycji za kierownicą można nabawić się skoliozy
Jazda próbna była dość krótka, ale to wystarczyło, aby dostać skrzywienia kręgosłupa. Pozycja za kierownicą jest o tyle osobliwa, że fotel kierowcy znajduje się bliżej osi pojazdu, niż koło kierownicy, przez co siedziałem wykrzywiony w kształt litery S.


Nie było czasu i miejsca przetestować wozu pod kątem dynamiki jazdy, ale na tyle, ile udało się go rozpędzić, dramatu nie było - samochód jakoś tam się nawet odpychał, ale od wibracji silnika luzowały się wszystkie wkręty.
Nigdy przedtem nie spotkałem Mahindry w Polsce
Nie jest to być może pojazd tak egzotyczny, na jaki może mi się wydawać, niemniej sam nigdy takiego nie spotkałem, a nawet w ogóle nie pomyślałem o spotkaniu takiego. Starsze modele firmy Tata, w postaci terenówek Sumo czy Safari, zdarzyło mi się onegdaj zauważyć, co też zresztą było dla mnie sporym zaskoczeniem.
Natomiast widok jadącej i parkującej obok nas Mahindry Bolero to na razie subiektywnie najdziwniejsze zjawisko odnotowane w 2026 roku.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.