1 listopada to święto graciarzy. Na drogi wyjeżdżają ciekawe wozy
1 listopada to szczególny dzień do obserwacji gratów na ulicach, ponieważ właśnie wtedy wiele z nich wyjeżdża ten jeden jedyny raz w roku z ciemnego garażu, robi kurs na cmentarz i znika na kolejne 12 miesięcy.

Dobra, bez przesady - większość z nich robi trochę więcej kilometrów, ale nie zmienia to faktu, że i tak auta te używane są, nomen omen, od święta. Moi dobrzy koledzy nie zasypiali gruszek w popiele, tylko naciągnęli kliszę i wyruszyli na przeszpiegi, co ciekawego się pojawiło i gdzie.
Kryterium był wóz w kondycji prawdziwka i mający tak co najmniej ze 30 lat
Dodałbym jeszcze, że użytkowany przez starszą osobę, ale to było akurat czasami trudne do zweryfikowania. Niemniej, powyższe kryteria wystarczyły, aby wyhaczyć kilka ciekawszych, rzadko już spotykanych samochodów.
Zupełnie niezamierzonym efektem ubocznym tych założeń jest mimowolne wypatrywanie aut mających czarne tablice rejestracyjne, ponieważ atrybut ten bardzo często pokrywa się z metryką wozu i faktem użytkowania przez jednego i tego samego właściciela.
Poniżej subiektywny przegląd tego, co 1 listopada pojawiło się na cmentarnych parkingach
Zacznijmy od takiego kontrastu przy jednym z cmentarzy na terenie dawnego województwa tarnobrzeskiego:

Wspaniały wóz o pięknej linii i wyrafinowanej inżynierii, a obok jakiś nowoczesny Lexus. Maluch "elegant" na czarnych tablicach to jeszcze, wbrew pozorom, nie tak rzadki aktualnie widok w roli prawdziwka. Tablice TBB z tego zakresu numerów wskazują na Osiek, czyli dawne województwo tarnobrzeskie, a dzisiaj świętokrzyskie.

Czy może być bardziej rasowa scenografia do sprzedawania kwiatów przed cmentarzem, niż handel towarem ze skrzyniowego Żuka? Wyższy poziom to już chyba tylko tzw. Żuk "smutek", czyli starsza generacja polskiego dostawczaka, z charakterystycznym wytrzeszczem oczu.

Wczesny Fiat Seicento na czarnych to jeszcze dość popularny widok nawet w dużych miastach, niemniej ich liczba dynamicznie maleje. Raz, że najstarsze egzemplarze są coraz częściej złomowane, dwa, że po prostu zmieniają właściciela i są przerejestrowywane. Dnia 1 listopada to chyba najpopularniejszy grat do spotkania na drodze czy parkingu.

Opel Astra na czarnej blaszce to podobnie do Fiata Seicento wciąż dość powszechny widok. Nic ciekawego, ale odnotujmy.

Back to 90s. Volkswagen Polo 6N i Opel Corsa B, czyli jedne z bardziej popularnych kompaktów ostatniej dekady XX wieku. Trochę tego jeszcze jeździ, ale coraz mniej.

Teraz coś rzadszego, czyli Toyota Starlet P90. Dość mało popularne u nas auto, produkowane przez zaledwie trzy lata, łącznie do końca lat 90. Znacznie większą robotę zrobił w Polsce jego następca, czyli model Yaris.

Ford Fiesta trzeciej generacji to jeden z tych samochodów, który odszedł z polskich dróg nieco po cichu. Zresztą, podobnie wygląda temat innych Fordów z lat 90., takich jak np. Escort piątej generacji czy…

…Ford Mondeo! Przyznaję, że trochę zapomniałem o istnieniu takiego samochodu, a już ponad wszystko w wersji czterodrzwiowego sedana. Tutaj akurat pięciodrzwiowy liftback, ale i tak szacunek, że Mondeo pierwszej generacji jeszcze żyje w jakiejkolwiek wersji.

Volkswagen Passat generacji B5 staje się już coraz rzadszy na drogach, nie wspominając o B4 i B3. A co powiedzieć o generacji B2? W użyciu jako codzienny wóz ten model właściwie już nie występuje, ale istnieją jeszcze pojedyncze egzemplarze w takiej roli.

Wisienką na torcie jest natomiast zestaw spotkany co prawda poza rejonem cmentarza, ale jest tak wspaniały, że muszę go Wam pokazać. Jest to Opel Ascona połączony z przyczepką zrobioną z Tarpana, w dodatku na flagowych tablicach rejestracyjnych. Piękności.
Czas płynie, ale niezmiennie okres 1 listopada to doskonały moment na obserwację ciekawych gratów
Z roku na rok ich liczba oczywiście maleje i zapewne za 10 lat będziemy patrzeć z łezką w oku na Opla Insignię czy piątą generację Golfa, ale na tej samej zasadzie 10 lat temu nikt nie obejrzał się za Astrą F czy Polo 6N.
Ale Żuki w roli straganu będą zawsze.
Autorami zdjęć wykorzystanych w artykule są Michał Bakuła, Marcin Brzykcy, Bartosz Jakubczak i Krzysztof Jaźwiński.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.