Ciężkie nastały czasy dla graciarzy. Wyrastające Strefy Czystego Transportu i zakaz spontanicznych publicznych zgromadzeń to na początek. Niedawno wrocławscy fani klasyków zostali wyrzuceni z parkingu centrum handlowego, gdzie spotykali się od lat.

Wyjaśnijmy najpierw pewną rzecz, aby historia nie miała niedopowiedzeń już na wejściu. Owo centrum handlowe z kwiatkiem w nazwie jest terenem prywatnym, więc z jednej strony nie podchodzi pod zakaz zgromadzeń, albowiem nikt nikomu nie zabroni spotykać się u kogoś na podwórku. Z drugiej jednak, nikt nie może u kogoś zrobić domówki bez zgody gospodarza. Dlatego spotkania na terenie parkingu, chociaż nieoficjalne, odbywały się za przyzwoleniem i pewnego rodzaju aprobatą zarządcy obiektu. Aż do jego zmiany.
W piątki na wspomnianym parkingu odbywały się cotygodniowe spotkania w ramach grupy Wrocław z gratem
Podkreślmy: spotkania, a nie żadne próby sportowo-zręcznościowa na czas. Wydarzenia odbywały się właściwie w każdy piątek, sam w przeszłości kilka razy pojawiłem się na gościnnych występach, ale że do Wrocławia mam średnio po drodze, nie byłem stałym bywalcem.
Poza tym, że na spota przyjeżdżały wielokrotnie bardzo ciekawe wozy, to panował tam stoicki spokój - wszyscy rozmawiali, śmiali się i dokazywali. Żadnych krzywych akcji, niepożądanych hałasów i wieśniackich zachowań. Wiadomo, że w każdym stadzie trafi się czarna owca i pojedyncze jednostki mogły robić trzodę, ale według organizatora, były to naprawdę jednostkowe przypadki, ponadto natychmiastowo pacyfikowane przez organizatorów.
Ostatnim razem uczestnicy spotkania zostali wywaleni z parkingu pod groźbą wezwania policji
Odbyło się to bez wyraźnego powodu i w bardzo mało elegancki sposób. Ogólnie, wyglądało to jak wygonienie biedaków z imprezy dla bogatych ludzi. Dwójka młodych ochroniarzy po prostu kazała opuścić wszystkim teren parkingu. Nie było żadnej dyskusji, że uczestnicy mogą się rozjechać po innych punktach parkingu, albo że mogą po prostu wejść do centrum na zakupy - po prostu wypad i już.
A co, jeżeli nie? Przyjedzie policja i wystawi Wam mandaty. Za co? Której części zdania “proszę opuścić teren parkingu” nie rozumiecie?
Z jednej strony, to teren prywatny i gospodarz tam rządzi, ale z drugiej strony uczestników spotkania potraktowano jak totalny plebs
Z tego, co wiem, ochroniarze byli po prostu głosem zarządu, który dał do zrozumienia “imprezowiczom” że są na terenie centrum handlowego niemile widziani. Forma załatwienia sprawy była zatem mało elegancka, ponieważ oddelegowano do niej ekipę na zasadzie “młody, nowy jesteś, to skocz po fajki”.
Nie byłoby również żadnych kontrowersji, gdyby spotkania grupy Wrocław z gratem pojawiły się w tej lokalizacji przedwczoraj. Tak wcale nie było, bo ludzie przyjeżdżali na ów parking od dawna i na swój sposób wpisali się w krajobraz.
Skąd taka nagła zmiana frontu? W centrum handlowym niedawno zmienił się zarząd
Którego członkowie, jak widać, nie są najwyraźniej miłośnikami klasycznej motoryzacji. Poprzedni zarząd, chociaż spotkania nie były oficjalnie sformalizowane, dawał takim inicjatywom zielone światło i nigdy nie robił z nich problemu.
Tego typu spotkania można było wykorzystać marketingowo, tym bardziej, że wielokrotnie ich uczestnicy wydawali w centrum pieniądze - nie były to zatem “pasożytnicze” wydarzenia, z których gospodarz nie miał żadnych korzyści. Wybrano jednak inną drogę, w swoim mniemaniu wyrywając chwasta z ogródka.
No cóż… nie ma lekko.



















