Jej budowa uratowała miasto przez katastrofą. Dzisiaj zdania są podzielone
Niedawno napisałem tekst poświęcony temu, jak żyło się w Chorzowie przed wybudowaniem słynnej Estakady. Zobaczmy, jak wyglądały okoliczności jej budowy i jej późniejsze losy, pełne bulwersujących kontrowersji.

Zacznijmy od tego, że kontrowersją samą w sobie jest już fakt wybudowania Estakady w tym miejscu, dokonując gwałtu na historycznej tkance miasta. O tym, jak Chorzów wyglądał w tym miejscu przedtem, pisałem w TYM tekście, którego ten jest kontynuacją. Trudno, co robić - obiekt powstał, stoi od pół wieku i chociaż aktualnie przeżywa poważny kryzys, to z pewnością jest on "jakiś" i stanowi ważną pieczęć na osi czasu miasta Chorzów.
Decyzję o budowie drogi na wiadukcie podjęto w połowie lat 70.
Jako się już wcześniej rzekło, Rynek w Chorzowie stanowił jeden z głównych węzłów komunikacyjnych, gdzie przecinało się kilka szlaków tranzytowych, w tym ówczesna droga E-22 - dzisiejsza droga krajowa 79, przynajmniej na tym fragmencie. Drogowa Trasa Średnicowa istniała wtedy jedynie w snach planistów, tak że alternatywy za bardzo nie było, a przynajmniej tak sprawę przedstawiono.
Podjęto zatem decyzję o pójściu na skróty, czyli wybudowaniu tranzytowego połączenia po linii najmniejszego oporu, a więc po prostu na przestrzał przez sam środek Rynku. Prace rozpoczęto w sierpniu 1976 roku i planowano zakończyć w przeciągu 5 lat, do 1981 roku.
Budowę ukończono już w 1979 roku, ale za to jakim kosztem
Estakadę oddano do użytku już 22 lipca 1979 roku, czyli dwa lata przed zakładanym terminem. Wszystko za sprawą ekspresowego tempa prac, gdzie czas realizacji miał znacznie większą wagę nad jakością inwestycji - to się później zateguje, ale ma być zrobione na już.

Wiadukt Estakady w trakcie budowy.
Oprócz kosztów typowo finansowych poniesiono też znaczne straty materialne, ponieważ w ramach budowy wyburzono wiele zabytkowych i cennych historycznie kamienic po północnej stronie Rynku - to tutaj trasa rozpoczyna swój bieg. Wtedy klimat był jednak zupełnie inny - samochód i transport drogowy ogółem traktowano priorytetowo, dlatego przebicie drogi buldożerem przez historyczne centrum miasta uznano za najlepsze rozwiązanie.
Estakadę przedstawiano jako wybitne osiągnięcie inżynierskie, ale rzeczywistość po kolei obnażała liczne wady
Zaczynając od wad czysto użytkowych, niemal od samego początku pobliscy mieszkańcy skarżyli się na hałas i syf wpadający do mieszkań - cóż za zaskoczenie, że komuś mogłoby to przeszkadzać. Ekranów akustycznych nikt wówczas jeszcze nie ustawiał, a że trasą poruszał się cały tranzyt złożony z dymiących ciężarówek i autobusów, brudne powietrze można było rąbać siekiera.

Widok w stronę Bytomia.

Wjazd na Estakadę od strony Katowic. Tory tramwajowe po prawej stronie biegną wzdłuż dawnego śladu ulicy Katowickiej, dawniej Feliksa Dzierżyńskiego.
Od strony inżynierskiej, w kolejnych latach ujawniła się pewna bardzo istotna wada konstrukcyjna, wynikająca ze specyfiki użytych materiałów. Mianowicie, jednym z nich była specyficzna stal pochodząca z NRD, która dosyć szybko traciła swoje właściwości nośne - nie będę się wymądrzał, że się na tym znam, dlatego problem uprościłem do maksimum. Efekt był wszakże taki, iż już na początku XXI wieku wykazano potrzebę pilnego remontu.
Pierwszy i jedyny remont przeprowadzono tuż po 2010 roku, ale niewiele to dało
Wymieniono wówczas najbardziej zużyte elementy, wzmocniono konstrukcję wiaduktu, a przy okazji uzupełniono budowlę o ekrany akustyczne. Okazało się, że prace miały charakter jedynie doraźny, ponieważ w 2025 roku Estakadę zamknięto dla ruchu z uwagi na realne zagrożenie katastrofą budowlaną. No cóż… na kilkanaście lat wystarczyło.
Zamknięcie Estakady wznowiło dyskusje dotyczące jej wyburzenia
Demontażu obiektu i przywrócenie "fabrycznych ustawień" chorzowskiego rynku to temat, który ma już długą i siwą brodę. Fakt pozostawania od kilkunastu miesięcy w stanie zamknięcia dla ruchu drogowego wydaje się doskonałym momentem, aby podjąć ostateczną decyzję, co dalej.

Najwyraźniej słychać głosy nawołujące do jej wyburzenia i odtworzenia historycznej zabudowy albo przynajmniej wyrzucenia ruchu drogowego z tej części miasta. Faktem jest, że nie licząc małych miejscowości, Chorzów jest w tej kwestii prawdziwym ewenementem i to nie jest wcale komplement.
Jest też druga strona medalu. Warto zauważyć, że Estakada przez cały czas służyła głównie tranzytowi - zaledwie kilka procent ogólnego natężenia stanowił ruch lokalny. Wynika z tego, że o ile mieszkańcy Chorzowa najchętniej wysadziliby Estakadę w powietrze z uśmiechem na ustach, to pozostała część Aglomeracji wyszłaby na tym o wiele gorzej. Trzeba pamiętać, że wiadukt do momentu zamknięcia znajdował się na szlaku drogi krajowej nr 79, którego trwałe przecięcie wpycha ruch tranzytowy na inne, niekoniecznie przystosowane do tego drogi - co zresztą dzieje się obecnie.
I tak tu się powoli żyje w tym Chorzowie
Można na koniec szyderczo powiedzieć, że Chorzów cofnął się do czasów sprzed budowy Estakady, ponieważ obiekt o ile fizycznie nadal istnieje, o tyle od kilkunastu miesięcy nie mogą po nim jeździć samochody.
Ostatnio, decyzją aktualnego prezydenta Chorzowa, stan ten został utrzymany w mocy na najbliższy czas.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.