Jeździłem samochodem dla nikogo. Jaecoo E5 mnie zaskoczył
W teorii ma wszystko, czyli modny wygląd, przyzwoitą baterię i dobre wyposażenie. Jednak tydzień z elektryczną odmianą Jaecoo E5 zaskoczył mnie. Spodziewałem się czegoś innego.

Jaecoo E5 wygląda nowocześnie, tego nie można mu odmówić. Modna sylwetka SUV-a, w której widać nawiązania do Range Rovera Evoque, sprawia że za tym samochodem ludzie potrafią się obejrzeć.
W oczy rzuca się brak tradycyjnego grilla, co jeszcze bardziej potęguje wrażenie masywności sylwetki, mimo że to kompaktowy SUV. Osłona chłodnicy jest aktywna i według producenta reguluje przepływ powietrza i zmniejsza opór aerodynamiczny o 11 jednostek. Niestety nie wiem jakie to jednostki, ale to bez znaczenia.

Jego długość to 4380 mm, szerokość 1860 mm, wysokość 1650 mm. Rozstaw osi to 2620 mm. Jeżeli chodzi o te kwestie, Jaecoo E5 to kompaktowy SUV.
Linia boczna to kontynuacja inspirowania się rendżem. Tył podoba mi się głównie ze względu na minimalizm. Jest spora listwa świetlna, czarny zderzak, nazwa modelu i tyle. Dzieje się mało, ale to akurat plus.







Jaecoo E5 ma ładne wnętrze i świetne wyposażenie
Nie ma w nim wodotrysków i to akurat plus. Dwa ekrany - jeden monstrualny na środku o przekątnej 13,2 cala i dużo mniejszy wyświetlacz kierowcy. Ten drugi praktycznie nie ma żadnych możliwości konfiguracji.
Natomiast ekran środkowy to panel wysokiej klasy. Działa płynnie, dane są czytelne. Nie przeszkadza przeniesienie większości funkcji na wyświetlacz. Jest czytelnie i jeżeli kiedykolwiek korzystaliście ze smartfona z Androidem, to odnajdziecie się tutaj błyskawicznie.







Co ciekawe - nie ma tutaj fabrycznej nawigacji, więc nie uda wam się zaplanować podróży z uwzględnieniem ładowarek i zużycia baterii. Musicie skorzystać z Android Auto lub Apple CarPlay. Te działają bezprzewodowo i bez żadnych zarzutów.
Jaecoo E5 ma całkiem dobrego asystenta głosowego, który wprawdzie ma ograniczoną liczbę rozpoznawalnych poleceń, ale za to na te, które zna, reaguje szybko. Odkryłem, że to również najszybszy sposób na włączanie wentylacji foteli czy zmianę temperatury.





Jeżeli chodzi o wyposażenie to mamy skórę (z plastikowej świni, żeby nie było wątpliwości), elektrycznie regulowane fotele z podgrzewaniem i wentylacją, panoramiczny dach, kamery 540 stopni, kilkanaście asystentów bezpieczeństwa, wielostrefową klimatyzację, a także system nagłośnienia od Sony (mógłby być trochę lepszy, ale hello - to nadal tanie auto). Tu naprawdę jest tłusto i pod tym względem Jaecoo E5 błyszczy.

Bagażnik ma pojemność 480 l i jest przestronny oraz ustawny. To jeden z plusów modelu.
Miejsce z tyłu? Dla mojej rodziny 2+2+psiecko było ok. Nikt nie narzekał. W ramach testów siadłem sam za sobą, co przy moim wzroście 176 cm nie było żadnym problemem. Podejrzewam, że te zaczną się od 180-185 cm, ale to już specyfika aut kompaktowych. Cudów nie ma.

Mam tylko uwagę - ładowarka indukcyjna nie działała zbyt dobrze. Podgrzewała mi telefon, a procent baterii niespecjalnie chciał iść w górę. Sprawdziłem to na trzech telefonach różnych producentów i coś tu nie grało dobrze. Wprawdzie ma klasyczne złącza do przewodowego ładowania, ale producent chwali się indukcją o mocy 50 W. Miło by było jakby działała.

Druga uwaga dotyczy klimatyzacji, ale to już problem w całej marce Jaecoo. Otóż przy ustawionych 21 stopniach w lipcu auto potrafiło włączyć grzanie. Nie mam pojęcia czemu, mimo że temperatura na zewnątrz nie była niższa niż 25 stopni.
Kilka tygodni później jeździłem hybrydową odmianą Jaecoo 5 i miałem dokładnie ten sam problem. W efekcie trzeba często regulować klimatyzację i jej nastawy. Wprawdzie idzie się do tego przyzwyczaić, ale zdecydowanie tak nie powinna działać automatyczna klimatyzacja.
Jak jeździ Jaecoo E5?
Mamy w tej sprawie spór w redakcji. Jeden z moich kolegów uważa, że tragicznie i nic nie jest w stanie sprawić, żeby ten samochód prowadził się dobrze. Sam natomiast stoję na stanowisku, że nie jest tak źle.
Zawieszenie nie jest sztywne, można powiedzieć, że jest neutralne, bo nie idzie przesadnie w stronę komfortu po chińsku. Co kryje się pod tym pojęciem? Bujanie się jak łajbą na wzburzonym morzu.
Największe zarzuty mam wobec trakcji podczas gwałtownego przyspieszania - trzeba mocno trzymać kierownicę, żeby się nie zdziwić.

Jednocześnie silnik elektryczny sprawia, że jest płynnie, cicho i po kilkudziesięciu kilometrach przyzwyczajasz się. To nie jest złe auto, ale nie oczekuj sportowego prowadzenia i dynamicznego atakowania zakrętów. Do spokojnej jazdy jest bardzo dobry.
I to w sumie najlepsze podsumowanie tego segmentu. To zwykły samochód do normalnej jazdy, taki w sam raz dla statystycznego kierowcy, który nie czuje potrzeby jechania szybko. Tak naprawdę problem z tym autem leży zupełnie gdzie indziej.
Ten SUV zużywa za dużo prądu. Nie wiem na co
Jaecoo E5 korzysta z pojedynczego silnika elektrycznego o mocy 211 KM. Napęd trafia wyłącznie na przednie koła. Moment obrotowy wynosi 288 Nm. Producent zapewnia, że do setki rozpędzimy się w 7,7 s, a prędkość maksymalna jest ograniczona do 175 km/h.
Po tygodniu wiem, że auto rozpędza się żwawo, zwłaszcza na suchym asfalcie, bo na mokrym musicie trochę walczyć o odzyskanie trakcji. Osiągi są więcej niż wystarczające do dynamicznej jazdy.

Zużycie energii na drodze ekspresowej przy 120 km/h wynosiło 25 kWh/100 km. Oznaczało to, że ten samochód ledwo przejedzie 230 km. Musiałem przez to trochę ostrożniej szafować prędkością na trasie Warszawa-Lublin, które dzieli 180 km.
W mieście się poprawia - zużycie spada do około 18 kWh/100 km. Producent deklaruje 402 km zasięgu, ale nie mam pojęcia jak go osiągnąć. W najlepszym wariancie miałem trochę ponad 300 km. To wszystko kwestia baterii. Ma pojemność 61 kWh i cudów nie ma - sylwetka SUV-a nie nadaje się do przecinania powietrza w najbardziej aerodynamiczny sposób.

Jednak to nie to przeraża. Jaecoo E5 przyjmuje tylko 130 kW, ale nie udało mi się osiągnąć takiej wartości - najwięcej było około 100 kW. Tym samym nie uzupełnicie szybko zasięgu w trasie. Rozwiązaniem jest traktować Jaecoo E5 jako samochód miejski, którym nie zapuszczamy się zbyt daleko od domu. Tylko przeczy to obietnicom, że to uniwersalne auto.
W trakcie testu korzystałem z gniazdka w garażu i w sumie to był strzał w dziesiątkę. Mam zwykłe, czyli przez godzinę dostarczy maksymalnie 2,3 kWh. Cała noc to uzupełnienie zasięgu na więcej niż 100 km. I wtedy nie denerwowały mnie niskie moce ładowania ani zasięg. Jeździłem na krótkie dystanse i auto sprawdzało się w takich warunkach bardzo dobrze.

Nie wiem dla kogo jest ten samochód. Serio
Próbowałem sobie wyobrazić klienta na to auto i nie potrafię. Wprawdzie jest przystępny cenowo, zwłaszcza na tle rywali, ale jednocześnie nie wyróżnia się i trochę przegrywa pod względem zasięgu oraz możliwości ładowania. Nadrabia wyglądem, ale trudno go polecić.
Mam po tym teście niesamowity problem, bo zawsze wyobrażam sobie jakiegoś hipotetycznego klienta i to do niego kieruję swoje słowa. Tym razem nie mam pomysłu. Przekonajcie mnie, że się mylę i Jaecoo E5 ma sensowne zastosowanie.













A na test odmiany hybrydowej zapraszam niedługo. To zupełnie inny samochód.
Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.