Nowy SUV Hyundaia oficjalnie. Poszedł w ślady starszego brata
Pięć lat nie wystarczyło miejskiemu crossoverowi Hyundaia, żeby zawojować rynek. Koreańczycy postanowili więc dłużej nie czekać i na trwających właśnie targach w Paryżu pokazali całkowicie nową odsłonę tego modelu.

Historia Hyundaia Bayona rozpoczęła się pod koniec 2020 roku, kiedy to do sieci trafiły pierwsze oficjalne informacje na jego temat. Miał on wkrótce zasilić ofertę koreańskiej marki jako najmniejszy model w gamie SUV-ów, pozycjonowany poniżej Kony.
Dobrze pamiętam, że w tamtym okresie każde kolejne doniesienia o tym aucie wzbudzały spore zainteresowanie, aż w końcu nadeszła wielka premiera i… coś ewidentnie nie zagrało. Zainteresowani nagle się rozpierzchli i wbrew pokładanym nadziejom pierwsza generacja tego modelu nie podbiła list przebojów.
Teraz na scenę wjechał całkowicie nowy Bayon
To, co od razu rzuca się w oczy, to o wiele bardziej wyrazista stylizacja nadwozia – po dość nijakim poprzedniku to naprawdę spora odmiana. Hyundai Bayon drugiej generacji został zaprojektowany zgodnie z filozofią Art of Steel, tą samą, która przyświecała stylistom nowego Tucsona.

Z tego względu podobieństw do „starszego brata” nie trzeba długo szukać. Choć sam kształt przednich świateł jest zupełnie inny (Bayon otrzymał zdecydowanie prostszy wzór), to już kanciasta bryła nadwozia, przetłoczenia na masce, wznosząca się ku górze dolna linia okien czy „napompowane” błotniki są bardzo zbliżone do tych w Tucsonie.





Kolejną istotną zmianą, jeśli chodzi o wygląd, jest wprowadzenie do oferty sportowo stylizowanej wersji N Line. W poprzedniej generacji nie była ona w ogóle dostępna, a teraz debiutuje razem z nowym modelem. I trzeba przyznać, że ze swoimi dokładkami zderzaków, czarnymi akcentami i podwójną końcówką wydechu prezentuje się faktycznie zacnie.

Ponadto nowy Hyundai Bayon znacząco urósł względem dotychczasowego modelu – ma 424,5 cm długości, 181,0 cm szerokości, 155,5-157,0 cm wysokości (zależnie od wersji) i 260,0 cm rozstawu osi. To odpowiednio o 6,5 cm, o 3,5 cm, o 8 cm i o 2 cm więcej niż w poprzedniku. Tym samym dość mocno zbliżył się do Kony.

Dodatkowe centymetry czuć też we wnętrzu
Oczywiście o szczegółach będziemy mogli mówić dopiero wtedy, gdy przyjdzie czas na pierwsze testy nowego modelu, niemniej jednak producent deklaruje, że kabina Bayona zauważalnie zyskała na przestronności. Dotyczy to szczególnie większej ilości miejsca na nogi z tyłu.





Bagażnik natomiast, z zależności od wybranej wersji silnikowej, oferuje 397-440 l. Maksymalnej pojemności na razie nie poznaliśmy, ale za to możemy zobaczyć ją na zdjęciu:

Nowy Bayon wyraźnie podnosi też poprzeczkę pod względem wyposażenia. W drugiej generacji modelu będzie można dostać m.in. większe felgi (nawet 18-calowe), nie tylko podgrzewane, ale i wentylowane fotele przednie, jak również otwierany dach panoramiczny.

Do tego dochodzi zupełnie inny kokpit z podwójnym zakrzywionym wyświetlaczem, składający się z dwóch ekranów o przekątnej 12,3 cala każdy. Niezmiennie cieszy, że Hyundai pozostaje wierny fizycznym przyciskom, których na konsoli środkowej znajdziemy całe multum. Uwagę zwraca zwłaszcza nietypowy, pionowy panel klimatyzacji.

Po raz pierwszy z hybrydą
Istotne zmiany zaszły również pod maską Bayona. Niestety, o wolnossącym 1.2 z instalacją LPG możemy już na dobre zapomnieć, ale za to do gamy tego miejskiego crossovera dołączyła hybryda.
Paleta jednostek napędowych nowego Hyundaia Bayona będzie zatem następująca:
- 1.0 T-GDI o mocy 90 KM z 6-biegową skrzynią manualną lub 7-biegową przekładnią dwusprzęgłową DCT,
- 1.0 T-GDI o mocy 115 KM z 6-biegową skrzynią manualną lub 7-biegową przekładnią dwusprzęgłową DCT,
- 1.6 HEV o mocy 138 KM z 6-biegową przekładnią dwusprzęgłową DCT.
Wszystkie wersje będą miały przedni napęd, ale żadna nie będzie demonem prędkości – producent deklaruje przyspieszenie od 0 do 100 km/h w czasie 10,8 do 14,1 s.

W salonach w przyszłym roku
Rynkowy debiut nowego Hyundaia Bayona jest spodziewany w pierwszych miesiącach 2027 roku. Do salonów sprzedaży auta będą trafiały prosto z fabryki w Turcji.
Porównując ceny schodzącej generacji Bayona i większej Kony, przypuszczam, że cennik nowego modelu będzie otwierała kwota w okolicach 100 tysięcy zł za bazowy, 90-konny wariant z manualem, a za hybrydę będzie trzeba zapłacić od 115-120 tysięcy zł.
Z motoryzacją związany od dziecka - rodzinna legenda głosi, że jego pierwsze pełne zdanie wypowiedziane w języku polskim dotyczyło Fiata Tipo. W 2018 roku rozpoczął współpracę z redakcją tygodnika Motor, a przez kilka ostatnich lat pisał dla Wyboru Kierowców. Specjalizuje się w prezentowaniu i testowaniu motoryzacyjnych nowości, ale graciarstwo też nie jest mu obce. W swoim garażu trzyma między innymi Mercedesa W115, dwa Maluchy i Mustanga. W wolnym czasie przeważnie serwisuje swoje wozy albo jeździ nimi na zloty i rajdy, a czasami zdarza mu się nawet samemu zorganizować jakąś imprezę dla zabytków.