REKLAMA

Pojechałem utopić grata w morzu. Niestety, morze było zamarznięte i się nie udało

Ta zima jest niezwykła z co najmniej kilku powodów. W jednym kraju zamarza sobie rzeka w środku miasta, tak że spacerują sobie po niej ludzie. W innym z kolei zamarza woda w morzu i to do tego stopnia, że można oficjalnie jeździć po niej samochodem.

Pojechałem utopić grata w morzu. Niestety, morze było zamarznięte i się nie udało
REKLAMA

Mowa o Estonii i tamtejszych drogach lodowych, miejscowo zwanych jaatee. Niedawno pisał o TUTAJ nich redaktor Grabowski. Ostatni raz, kiedy Morze Bałtyckie zamarzło “na grubo”, przypadł na rok 2011. Od tamtej pory w Estonii nie otwierano dróg lodowych, aż do tej zimy. Ludzie często jeździli po lodzie na dziko, ale na krótkich dystansach i nie w każdym sezonie.

Plan był zatem taki, aby wybrać się na wycieczkę do Estonii i na własnych kołach “zaliczyć” zamarznięty Bałtyk. Co innego o tym czytać i oglądać zdjęcia tudzież filmy, a co innego doświadczyć tego organoleptycznie.

REKLAMA

Parafrazując cytat z filmu “Chłopaki nie płaczą”, jaatee co prawda chwilowo nie ma, ale i tak jest zaj...

Miałem niestety pewnego niefarta, bo na najbardziej medialnej jaatee ruch w weekend był akurat wstrzymany. Wszystko za sprawą pęknięcia, przez które zaczęła przelewać się woda - zdjęcie pokazał mi jeden z operatorów technicznych, kiedy zagadałem go o perspektywy na otwarcie. No cóż, pechowo nie było czasu jechać w inne miejsce, gdzie wytyczono oficjalną drogę, ponieważ pozostałe był zbyt daleko.

Na szczęście, poza oficjalnymi jaatee, kierowcy sami sobie wytyczyli kilka dróg pomiędzy wyspami, które z jednej strony nie są zatwierdzone i oznakowane, ale z drugiej strony regularnie uczęszczane. Ruch odbywa się na własną odpowiedzialność, lecz niepisane reguły jazdy są takie same.

Korzystając z miejsca na dygresję, w weekend 14-15 lutego otwarto dla ruchu dwie kolejne jaatee

Kilkunastokilometrowy odcinek łączący wyspy Saarumaa i Hiiumaa został już prześwietlony z każdej strony, lecz w drugi weekend lutego w Estonii otwarte zostały dwie następne drogi lodowe.

Obie łączą stały ląd z okolicznymi wysepkami: Kihnu i Vormsi. Drogi są nieco krótsze, niemniej wciąż liczą sobie z przyzwoitości co najmniej 10 kilometrów po lodzie. Jak się bawić, to się bawić.

Estońska telewizja uprzejmie donosi.

Najdłuższa droga lodowa ma prawie 40 kilometrów

Warto zaznaczyć, że nieoficjalne trasy lodowe to nie jakieś maluszki po 2-3 kilometry, a przeważnie nawet kilkunastokilometrowe szlaki. Prawdziwą perłą jest droga pomiędzy wyspą Muhu a miejscowością Salinomme na wyspie Hiiumaa, o długości 37 kilometrów.

Zasadniczo, według miejscowych, pokrywa lodowa na większości powierzchni ma na luźno co najmniej 30-40 centymetrów i można po niej jeździć wywrotką z piachem. Wagi ciężkiej co prawda nie widziałem, ale ciężkie terenówki na ramie w postaci np. Nissana Patrola już jak najbardziej.

Bezkres lodu jest niesamowicie fascynujący

Kiedy samochód oddali się od linii brzegowej i z horyzontu chwilowo niemal zupełnie zniknie ląd, doznania są naprawdę trudne do opisania. Oczywiście, trudno o “czysty” efekt bezkresu, ponieważ odległości pomiędzy wyspami to jednak maksymalnie kilkadziesiąt kilometrów, a nie pół tysiąca, ale były takie momenty, że widoczne były tylko jakieś niewielkie kropki w oddali.

Lód przez cały czas pracuje

Może się to wydać przerażające, zwłaszcza kilka kilometrów od najbliższej linii brzegowej, ale pokrywa lodowa nie tworzy wszędzie wcale litej całości. W wielu miejscach lód jest popękany, a jego fragmenty przez cały czas się poruszają.

Dlatego można ujrzeć niepokojący widok, kiedy ślady pozostawione przez inny samochód w pewnym momencie są przerwane i przesunięte nawet o kilkadziesiąt centymetrów.

Utrzymywanie odpowiedniej prędkości może być stresujące

Na drogach lodowych obowiązują specyficzne limity prędkości, które od kierowcy wymagają odpowiedniego skupienia. Aby nie wprawić wody pod pokrywą lodową w katastrofalny w skutkach rezonans, prędkość samochodu powinna zawierać się w dwóch przedziałach: 10-25 km/h lub 40-70 km/h.

Początkowo było to okrutne, ponieważ najbardziej intuicyjna prędkość była… nielegalna. Wóz jechał jednocześnie zbyt wolno i zbyt szybko. Nie odważyłem się jechać z maksymalną możliwą szybkością z uwagi na nierówną powierzchnię pokrywy lodowej, ale nawet 40 km/h po tafli Bałtyku robiło robotę.

Na Bałtyku wyznaczono nawet… tor wyścigowy

I to taki, gdzie jedna pętla miała ponad 10 kilometrów długości, a trasa robiła nieskończoną liczbę zakrętów i nawrotów. Skąd to wiem? Pomidor.

Oczywiście, na torze również należało mieć odpięte pasy bezpieczeństwa i, w miarę możliwości, odryglowane drzwi. Jakby coś jednak poszło nie tak.

REKLAMA

Wszystkie drogi są znowu przejezdne

Jeżeli komuś nudzi się w domu i chce się przejechać gdzieś dalej, aby dotrzeć nowe klocki hamulcowe - wczoraj naprawiono i otwarto ponownie drogę lodową pomiędzy wyspami Saarumaa i Hiiumaa.

Sytuacyjne frezowanie i łatanie dziur w drogach, jak widać, nie rozróżnia rodzaju nawierzchni.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-21T15:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-21T11:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-21T10:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-21T09:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T20:32:30+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T19:51:27+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T18:50:27+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T16:48:14+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T15:28:29+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T12:16:03+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T11:25:15+01:00
Aktualizacja: 2026-02-20T10:21:12+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T17:57:51+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T17:03:57+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T12:17:08+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T10:55:04+01:00
Aktualizacja: 2026-02-19T10:06:14+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T18:32:50+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T16:34:48+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T13:47:19+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T12:21:23+01:00
Aktualizacja: 2026-02-18T10:23:36+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA