REKLAMA

Wygląda jak zwykła droga leśna. To dość ważna droga wojewódzka

Przyjęło się, że drogi kategorii wojewódzkiej powinny cechować się co najmniej przyzwoitym stanem utrzymania nawierzchni. Tej trasy w Wielkopolsce to założenie ewidentnie nie dotyczy, ponieważ na znacznej długości jest ona po prostu… nieutwardzona.

Wygląda jak zwykła droga leśna. To dość ważna droga wojewódzka
REKLAMA

Mowa o drodze wojewódzkiej nr 133, biegnącej pomiędzy miejscowościami Chrzypsko Wielkie a Chełst, która na kilkukilometrowym odcinku, mniej więcej pośrodku swojej trasy, ma nawierzchnię gruntową. Nie jest to ewenement w skali kraju, aby droga tej klasy była po prostu klepiskiem, niemniej jest to aktualnie najdłuższy tego typu odcinek drogi wojewódzkiej - tego typu, czyli pozbawiony nawierzchni utwardzonej.

REKLAMA

Gruntowy jest 8-kilometrowy odcinek pomiędzy Sierakowem a Borzyskiem-Młynem

Chociaż znaki od strony Sierakowa ostrzegają o odcinku 12-kilometrowym, rzeczywista jego długość jest o mniej więcej 1/3 mniejsza. W ogóle ostrzeżenia zwiastujące zmianę nawierzchni brzmią tak dramatycznie, jakbyśmy mieli wjechać do wnętrza czynnego wulkanu.

Od znaku do faktycznego pogorszenia nawierzchni jest jeszcze długi kawałek.
Na początku jest całkiem dobrze.

Taka rozbieżność w rzekomej długości gruntowego odcinka wynika z tego, że niedawno część nawierzchni po obu stronach pokryto asfaltem - widać to zresztą podczas jazdy, gdzie powierzchnia utwardzonej jezdni jest w zaskakująco dobrym stanie. Parafrazując klasyka, nic nie zapowiada tego, co zaraz się wydarzy.

REKLAMA

Nieutwardzony odcinek wygląda jak typowa leśna droga

Od takiej typowo typowej odróżnia ją jednak jeden szczegół: status drogi wojewódzkiej, o którym co pewien czas przypominają słupki drogowe. Aby nikt nie zwątpił i nie zawrócił, są wbijane w ziemię co 500 metrów, odliczając kilometry do wyczekiwanego końca drogi.

Jezdnia ma bardzo zróżnicowany charakter, ponieważ na jednym fragmencie potrafi być bardzo szeroka, pozwalając na teoretyczny ruch nawet czterech pojazdów obok siebie, po czym na innym na tyle wąska, że trudność miałyby tam dwa wymijające się samochody. Ogólnie jednak na większości drogi przestrzeni jest tyle, że ruch może odbywać się swobodnie w dwóch kierunkach, bez ocierania się łokciami.

REKLAMA

Długimi fragmentami jedzie się jak po schodach

Jezdnia przeważnie jest po prostu piaszczysta, ale zdarzają się wcale nie tak krótkie odcinki, gdzie można zaobserwować coś na wzór asfaltu. Dużo jest również wszędobylskich kamieni, które często luźno nawiązują do kocich łbów. Czyli raz się po prostu kurzy, a raz strzelają kamienie.

Najgorsze fragmenty to tzw. tarka, czyli nawierzchnia pofałdowana w taki sposób, że koła podskakują niczym podczas zjeżdżania samochodem po schodach (nie pytajcie, skąd wiem - po prostu się domyślam). Rozwijanie przy tym prędkości większej niż 15-20 km/h stanowi zabójstwo dla amortyzatorów i ludzkiego kręgosłupa.

REKLAMA

Nieprzypadkowo na wlocie od strony Sierakowa stoi znak ostrzegający o dostępności drogi wyłącznie dla samochodów terenowych. Może nie jest aż tak źle, ale nie jest to trasa dla aut o niskim i twardym zawieszeniu. Mój grat ma dość wysokie zawieszenie i wykazuje się zupełnie przyzwoitą dzielnością terenową, a i tak wytrzęsło mi mózg przez ucho.

Chociaż droga jest klasy wojewódzkiej, to nie ma w planach jej przebudowy

Oprócz wspomnianych wcześniej pokrytych asfaltem odcinków od Sierakowa i Borzyska-Młyna, reszta trasy póki co raczej skazana jest na nawierzchnię gruntową. Dlaczego? Dlatego, że jej modernizacja nikomu się nie opłaca.

REKLAMA

Droga wojewódzka nr 133 nie wykazuje aż takiego natężenia ruchu, aby sens miało pompowanie w nią grubych pieniędzy. Co nie jest bez znaczenia, trasa przebiega przez Sierakowski Park Krajobrazowy, więc wszystkie prace budowlane mocno ingerowałyby w środowisko, co również pośrednio windowałoby koszty potencjalnej inwestycji.

Na razie jest, jak jest, a droga pozostanie ciekawostką turystyczną

Aczkolwiek muszę przyznać, że gdybym miał dwa razy dziennie jeździć po takich wertepach, to szlag by mnie trafił.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.

REKLAMA
REKLAMA