W pierwszy piątek czerwca, jak co roku, organizowane było mobilne wydarzenie Drive It Day, czyli dzień jeżdżenia klasykiem jako codziennym wozem. Nie zauważyłem różnicy, bo robię tak na co dzień od kilkunastu lat.

Przez całe swoje życie miałem tylko jeden samochód, który w momencie zakupu nie miał ukończonych 20 lat - BMW E30, które miało wtedy 19 lat, a i tak wyglądało oraz jeździło "staro". Od tamtego czasu upłynęło już kilkanaście lat, ale nic się nie zmieniło i nadal odczuwam daleko posunięty wstręt do nowych samochodów. Dlatego takie dni, jak Drive It Day, mam po prostu właściwie zawsze, odkąd zdałem egzamin na prawo jazdy.
Przez pierwsze kilka sezonów nie przejmowałem się jeżdżeniem zimą, teraz już trochę bardziej
Być może wynikało to z faktu, że początkowo traktowałem swój wóz po prostu jako środek transportu, tylko że starszy. Imprez znanych dzisiaj nie było aż tylu, nie znałem również ludzi, których znam dzisiaj, dlatego też nie rozczulałem się specjalnie nad konsekwencjami jeżdżenia po soli.

Dzisiaj, kiedy moje zainteresowania eskalowały, zacząłem zwracać większą uwagę na fakt degradacji stanu blacharskiego pod wpływem zimowej eksploatacji. Dochodziło do takich absurdalnych sytuacji, że miałem na podwórku pięć samochodów, a jeździłem autobusem albo tramwajem, bo nie chciałem żadnego z nich katować solą drogową. Bywało też, że kupowałem jakiegoś strupka za 1000 zł tylko po to, żeby na wiosnę móc go zezłomować z powodu dziur w nadwoziu o wielkości ludzkiej głowy. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, aby kupić coś współczesnego.
Nie ma znaczenia, czy wóz jeździ tylko po mieście, czy na dalekie wakacje
Wielokrotnie spotykałem się ze słowami "Ty się nie boisz tym jechać tak daleko?" w odniesieniu do niejednokrotnie tysięcy kilometrów pokonywanych miesięcznie. Odkąd tylko mam prawko, oprócz jeżdżenia tam i z powrotem w obrębie swojego miasta, gratów używałem również do dalekich wyjazdów.

Owszem, nie ma klimatyzacji, dlatego przykładowo Volvo 240 w chorwackich upałach było w środku tak nagrzane, że można było podgrzać obiad, kładąc go sobie na kolanach. Czasami słabszy wóz potrzebował piłowania na niskim biegu, aby podjechać pod górę z pełnym bagażnikiem i kompletem pasażerów, ale od czego ma się skrzynię biegów.

Im samochód trudniejszy w prowadzeniu, tym daje mi większą satysfakcję
To już zakrawa na pewnego rodzaju dewiację, ale im więcej wysiłku i pracy umysłowej wymaga ode mnie wóz, tym bardziej lubię nim jeździć. Wiadomo, że to nie jest ten poziom skomplikowania obsługi, co w latach 50. czy 60., ale większość samochodów pozbawiona jest wspomagaczy prowadzenia powszechnych dzisiaj. Zdarzało się naturalnie samemu sobie podstawić nogę i np. zalać silnik podczas rozruchu w dużym pośpiechu, ale taki już urok manualnej obsługi.
Codzienne jeżdżenie gratami za 1000 zł uczy więcej niż jakiekolwiek studia techniczne
Przynajmniej w temacie doraźnego radzenia sobie z zaskakującymi problemami, które mogą zdarzyć się w rezultacie mechanicznej usterki. Wiadomo, że większość moich aut to nie eksponaty muzealne, a po prostu stare, zmęczone długą eksploatacją egzemplarze, w związku z czym ryzyko problemów jest odpowiednio większe.

Dlatego też zdarzało się wielokrotnie, że z takich kłopotów trzeba było wychodzić wykorzystując prowizoryczne narzędzia i części zamienne w postaci taśmy klejącej, stalowego drutu, plastikowych opasek i [tu wstaw losowy przedmiot, który był pod ręką, a mógł się przydać].

Niektórzy wolą po prostu komfort i wygodę, a ja wolę klimat i przygodę
Dlatego Drive It Day mam codziennie, a nie tylko raz do roku.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.