Ktoś postawił grata na placu zabaw. Mnie to jednak nie bawi
Graty wyciągnięte ze sprzątanych lub burzonych posesji lubią co jakiś czas wypłynąć, a historie mają przy tym różne zakończenie. Ta ma niestety potencjał na smutne.

Na jednym z placów zabaw w Miliczu stanęła zupełnie elegancka Dacia 1310. Rzecz w tym, że nie znalazła się tam jako jego element przeznaczony do zabawy ani też nie jako element jakiejś sytuacyjnej scenografii. Stanęła tam po prostu wypchnięta bezdusznie z garażu, jako rzecz nikomu już niepotrzebna.
Dacia stanęła sobie po prostu na trawniku przy placu zabaw
Historia zaczyna się z grubsza tak, że kolega kolegi, który mieszka w Miliczu, zauważył stojący na placu zabaw samochód przykryty plandeką. Dał cynk koledze, który na miejscu odkrył, że jest to Dacia 1310 - plandeki już wówczas nie było, tak że auto ujawniło się w pełnej krasie.
Dalszy ciąg opowieści jest taki, że pozornie przypadkowy przechodzień okazał się być spowinowacony z właścicielem tego wozu, dlatego po krótkim wywiadzie udało się namierzyć rzekomą osobę do podjęcia kontaktu.
Samochód ma zagmatwane kwestie własnościowe
Tyle, że im głębiej w las, tym sytuacja przedstawiała się co raz to gorzej. Po pierwsze, formalny właściciel Dacii nie żyje od 20 lat. Po drugie, ciężko jest powiedzieć, kto tak naprawdę aktualnie "zawiaduje" samochodem. Po trzecie, jego niby-właściciel zarzucił w spontanicznej rozmowie z kolegą taką potencjalną cenę, że wszystkim od razu opadły emocje.
Ogólnie, ewentualne oczekiwania w wysokości pięciocyfrowej kwoty z jednej strony trudno zaakceptować, ale zarazem i rzetelnie podważyć, ponieważ stan auta jest znany tylko powierzchownie. Z wyglądu Dacia prezentuje się dość obiecująco, ale od śmierci właściciela podobno stała przez cały czas w garażu - jeżeli zaiste tak było, ostatni przepał miał miejsce również 20 lat temu.
W komentarzach pod postem krąży numer telefonu do sprzedającego, ale ten rzekomo doznał amnezji
Początkowo był skory sprzedać samochód, jednak po kilku telefonach podobno zmienił front i twierdził, że… to pomyłka. Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, przekazuję jedynie to, co powiedział mi kolega, w jakimś stopniu bardziej zaznajomiony z całą sytuacją.
Ciężko właściwie powiedzieć, co o tym wszystkim sądzić. Być może sprawy formalne są na tyle zaplątane, że kiedy za dużo ludzi zaczęło dzwonić i zadawać niepotrzebne pytania, sprzedający po prostu się wycofał, bo nie chciał kłopotów. Tak czy inaczej, coś poszło nie tak.
Samochód najprawdopodobniej zostanie zdemolowany i taki będzie jego koniec
Jest to bardzo smutna konkluzja, ale wszystko niestety na to wskazuje. Według donosów z pierwszej ręki, Dacia jest już pozbawiona czarnych tablic rejestracyjnych oraz części okablowania. Wszyscy dobrze wiemy, jak to jest - ktoś urwie lusterko, ktoś inny zbije lampę albo szybę, a kiedy nie będzie reakcji, dalsza demolka postępuje w błyskawicznym tempie.
Chciałbym się mylić, ale za długo żyję na tej planecie, aby nie mieć takich obaw. Może jednak nastąpi szczęśliwe zakończenie i Dacię ktoś wcześniej przygarnie, ale patrząc na zamieszanie związane z własnością i, co za tym idzie, legalnością ewentualnej transakcji zakupu, może być o to ciężko.
Nie mam nic do Dacii (nawet szacunku), trzymam więc kciuki za happy end.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.