Możesz kupić starą Dacię w wersji cabrio. Tego nie odzobaczysz
Czasami tuning idzie tak daleko, że samochód przypomina oryginał tylko wpisem w dowodzie rejestracyjnym. A co, jeżeli poszedł już za daleko? Takie monstrum właśnie ujawniło się niedawno na portalu sprzedażowym.

Mym oczom okazało się coś, co trudno było na początku zrozumieć. Samochód opisany jako Dacia 1300 wyglądał tak, jakby został ciężko okaleczony na potrzeby jakiegoś filmu fantastycznego, gdzie główny bohater straszy ludzi samochodem i porywa niewiasty przed 26. rokiem życia. Gdyby Pana Samochodzika kręcono w Rumunii, być może tak wyglądałby filmowy samochód.
Spójrzcie tylko na ten fascynujący pojazd, który można znaleźć na popularnym portalu ogłoszeniowym
Samochód oryginalnie jest, to znaczy był, Dacią 1300 z 1973 roku
Powiem szczerze, że gdyby ktoś mi pokazał zdjęcia tego pojazdu i kazał wskazać wóz będący bazą do jego zbudowania, musiałbym bardzo długo łączyć kropki, aby udzielić prawidłowej odpowiedzi. Auto w papierach jest Dacią 1300, a jego prawdziwą tożsamość zdradzają właściwie jedynie drzwi, które nie zostały zmienione.


Oryginalny jest również silnik, chociaż tego z zewnątrz oczy akurat nie widzą. Jest to zatem niespełna 1,3-litrowa jednostka Renault, po wielu modernizacjach wykorzystywana jeszcze w latach 90. w modelach Clio i Twingo, a w przypadku produkowanego na innych kontynentach modelu 12 (licencjodawcy Dacii 1300), nawet do początku XXI wieku.
Trudno powiedzieć, części z ilu samochodów zostały tutaj wykorzystane
Na pierwszy rzut oka widać niemal od razu, że tylna część karoserii pochodzi ze starego Garbusa, aczkolwiek przyozdobiona jest elementami nieznanego dla mnie pochodzenia. Jest to zabieg o tyle ciekawy, że oryginalny Garbus w tej części nadwozia miał silnik - wychodzi na to, że w Dacii mamy więc bagażnik.

Na powierzchni całego pojazdu, w tym także jego wnętrzu, dostrzec można liczne polskie akcenty, takie jak np. zespolone klosze świateł pozycyjnych i kierunkowskazów z Poloneza oraz kierownicę zaczerpniętą z Dużego Fiata - tę ostatnią dla niepoznaki przyozdobioną emblematem "Dacia". W sumie dobrze, że on tu jest, bo patrząc na architektoniczny nieporządek, można z łatwością zapomnieć, jakie auto się prowadzi.

Całości dopełnia opis wygenerowany przez sztuczną inteligencję, od którego pieką mnie oczy. Z klasycznym pojazdem ten automobil ma wspólny tylko dowód rejestracyjny z rokiem produkcji, a przeróbka na kabriolet jest zaledwie jedną z 2137, jakie oprócz niej poczyniono.
Czy ogromna cena jest uzasadniona? Pomidor
Oczywiście, doceniam wkład twórcy w zbudowanie tego pojazdu. Musiało to kosztować mnóstwo czasu i pieniędzy, bo zmiany nie polegały jedynie na zamontowaniu większych felg i przyklejeniu spojlera na tylnej klapie. Tyle, że…

No właśnie. Kłopot takich projektów polega na tym, że ktoś tworzy go według własnego gustu i ciężko oczekiwać, iż ktoś inny będzie miał taki sam, albo nawet podobny. Nieprzypadkowo wiele, nazwijmy to delikatnie, ekscentrycznych modernizacji po latach lądowało na złomowisku.
W żadnym przypadku nie życzę tej Dacii takiej historii, niemniej w odniesieniu do tego typu projektów zawsze towarzyszą mi te same refleksje.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.