Polskich kierowców irytują polskie drogi. Zobaczmy, co najbardziej

Redaktorzy Polskiego Radia Kierowców wstawili na swoje social media post motywujący ludzi do wyrażenia opinii, co na polskich drogach irytuje ich najbardziej. Zbierzmy wszystko do kupy i wybierzmy pierwszą piątkę najczęściej wymienianych zagadnień.

polskie drogi

Pytanie miało charakter otwarty i jego treść nie sugerowała żadnej odpowiedzi - ludzie mogli wyrazić się w sposób całkowicie dowolny. Przemyśleń było dużo i na różne tematy, ponieważ podkreślano zarówno pewne rozwiązania techniczne, zasadność niektórych przepisów, jak i również zachowanie samych kierowców w ruchu drogowym. Zobaczmy, co powtarzało się najczęściej, acz w kolejności zupełnie losowej.

Kierowcy narzekają na duże zagęszczenie przejść dla pieszych

Niestety, to typowy problem, gdzie każda strona ma swoje racje i o ile z perspektywy kierowcy mnie również irytuje hamowanie co 50 metrów, o tyle jestem w stanie zrozumieć przyczynę takich rozwiązań - tam, gdzie jest to oczywiście konieczne.

Przede wszystkim, zupełnie inna jest perspektywa osoby pieszej, dla której owo 50 czy 150 dodatkowych metrów wymaga wydłużenie czasu potrzebnego na dotarcie do celu. Ponadto, często nie jest to jednostkowy przypadek, a ciąg kilku tego typu "wycieczek", co w ogólnym rozrachunku potrafi zabrać nawet kilka cennych minut.

Bezsensowne ograniczenia prędkości potrafią być irytujące

Kryterium bezsensowności jest oczywiście dosyć elastyczne, ale dominującym przykładem były idiotyczne ograniczenia prędkości do 50 km/h w miejscach, gdzie dookoła znajdują się same krzaki i pastwiska. Czyli w miejscu, gdzie z powodzeniem można byłoby jechać na luźno 70 albo 90 km/h, trzeba się turlać 50 km/h.

Takie miejsca przeważnie spotyka się na wylotówkach z miasta, gdzie obszar zabudowany jeszcze się nie skończył, a scenografia uległa mocnym przeobrażeniom. Takie warunki mają przeważnie nieprzyjemny dalszy ciąg: kierowcy nagminnie przekraczają tam prędkość, a drogówka wykorzystuje doskonałą okazję do łapania złoczyńców i karania mandatami.

Wkurzające są progi zwalniające powtarzające się z dużą częstotliwością

W tym przypadku sporo zależy również od konstrukcji samych progów, przez które można zwrócić obiad na spodnie. Nie zmienia to wszakże faktu, że ustawianie ich co kilkanaście metrów potrafi być denerwujące samo w sobie.

I nie chodzi tutaj o obowiązek utrzymywania niskiej prędkości, a o podrzucanie samochodu niczym taczki. Tak, jak rowerzyści wkurzają się na wzniosy i spadki spowodowane wjazdami na posesję, tak kierowcy irytują się ciągłym podskakiwaniem na tego typu przeszkodach.

Polskie drogi cechują się absurdalnym stężeniem znaków na każde przejechane 100 metrów

"Znakoza" to znany problem polskich dróg, gdzie przez duże nagromadzenie znaków drogowych ciężko jest wyłapać na szybko te najbardziej istotne. Wracamy tutaj przy okazji na chwilę do kwestii ograniczeń prędkości, bo w naszych realiach oznakowanie potrafi zmienić się pięciokrotnie na odcinku jednego kilometra prostej drogi, tak że czasami trudno nadążyć, jak szybko można w danej chwili jechać.

Jaki wisienkę na torcie ludzie wskazali tabliczki pod znakami zakazu czy nakazu, na których umieszczony jest cały elaborat na kilkanaście linijek długości, kogo ów znak nie dotyczy lub w jakich warunkach obowiązuje. Bez kursu szybkiego czytania może być ciężko przyswoić wszystkie informacje i nie zatamować ruchu za plecami.

Fatalna koordynacja świateł w dużych miastach brutalnie gwałci płynność ruchu

Owszem, zielona fala w niektórych miejscach działa perfekcyjnie. Ale niestety zdarza się również, że jadąc główną drogą przepisowo łapie się po drodze każde możliwe czerwone światło.

Najbardziej osobliwe są przypadki, gdzie na zieloną falę udaje się załapać dopiero wtedy, kiedy drastycznie przekracza się dopuszczalną prędkość - kolega opowiadał, że takie miejsce istnieje na warszawskim Ursynowie, gdzie na jednej z głównych dróg przecinających całą dzielnicę najpłynniej jedzie się grubo ponad limitem.

Kwiatków było oczywiście dużo więcej, ale te zastrzeżenia pojawiały się najczęściej

Jako osoba, która dużo jeździ tu i tam, mogę właściwie ze wszystkim powyższym się zgodzić. Ale nie jest absolutnie tak, że wszystko związanego z polskimi drogami jest wyłącznie złe i niedobre.

Przykładowo, dużo lepiej jeździ się po naszych autostradach niż np. niemieckich, które są przereklamowane - brak ograniczenia prędkości to w większości przypadków wyłącznie teoria, do tego wiele tras jest w ciągłych i "pozorowanych" remontach, a natężenie ruchu jest takie, że często mniej aut widuje się w centrach miast.

Niemniej, nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie móc sobie ponarzekać.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.