Dzisiaj to miejsce wzbudza ogromne kontrowersje. Kiedyś było zupełnie inaczej
Na pewnej fotografii przedstawiającej Chorzów kilkadziesiąt lat temu widać miejsce, gdzie dzisiaj stoi ważny obiekt inżynierski, który wzbudza ogromne kontrowersje wśród mieszkańców miasta. Wtedy nikt jeszcze o tym nie myślał, bo go po prostu nie było.

Mowa jest naturalnie o słynnej chorzowskiej Estakadzie, która niemal pół wieku temu zdominowała tutejszy Rynek, a do niedawna stanowiła jeden z ważniejszych elementów drogi krajowej nr 79. Jej budowa wymagała wyburzenia sporej części historycznej zabudowy, aby zrobić miejsce na szeroką arterię drogową.
Z jednej strony Estakada była potrzebna, ponieważ przez Chorzów nie dało się sprawnie przejechać, z drugiej jednak można dyskutować, czy decyzja o budowie drogi właśnie tutaj była najlepszym wyborem.
Jeszcze w pierwszej połowie lat 70. był tutaj normalny fragment miasta
Co zresztą widać idealnie na przedstawionej fotografii. Została ona zrobiona w taki sposób, że wjazd na dzisiejszą Estakadę znajduje się z lewej strony kadru - obiektyw ustawiony jest wzdłuż ulicy Katowickiej, a fotograf stoi mniej więcej na wysokości poprzecznej ulicy Konopnickiej.


Ulica Katowicka, wówczas Feliksa Dzierżyńskiego, którą podąża widoczny na zdjęciu tramwaj, istnieje do dzisiaj, jest jednak zaledwie boczną uliczką do głównej trasy, która w postaci dwujezdniowej arterii odbija w lewo i wspina się na górę. Wtedy to ówczesna ulica Dzierżyńskiego stanowiła jedyny przejazd w relacji wschód-zachód, który w obliczu narastającego ruchu drogowego przestał wyrabiać kondycyjnie.
Przez Rynek w Chorzowie przebiegała wówczas trasa E-22
Według starego systemu numeracji dróg, symbol E-22 oznaczał szlak międzynarodowy, a zarazem drogę państwową na terenie Polski. Jeżeli dana droga była częścią szlaku międzynarodowego, oznaczenie uznawane było również lokalnie. W każdym razie, w relacji wschód-zachód, pomiędzy Katowicami a Bytomiem przez środek Chorzowa przechodziła właśnie owa trasa E-22.
Chorzów był tutaj wskazywany jako wąskie gardło, gdzie cały ewentualny profit wynikający z dosyć sprawnego przejazdu od strony Katowic niwelował się w korku powstałym w obrębie Rynku. Gęsta okoliczna zabudowa uniemożliwiała poszerzenie drogi, dlatego wszystko musiało mozolnie przeciskać się przez ten lejek.
Zdjęcie zostało wykonane w latach 60., kiedy ruch drogowy nie był jeszcze tak intensywny, jak stał się na przestrzeni kolejnej dekady. Istotny wzrost liczby samochodów obnażył problem przejazdu przez Chorzów, opierający się na wąskiej ulicy Dzierżyńskiego przejeżdżającej przez miejscowy Rynek.
Budowę późniejszej Estakady wskazywano jako postęp cywilizacyjny
Z dzisiejszej perspektywy brzmi to jak kompletna herezja, ale prasa przedstawiała inwestycję jako ewolucję wizerunku miasta w stronę nowoczesności. Historyczna zabudowa traktowana była jako przeżytek, zaś wielka arteria drogowa, w dodatku wybudowana z wielkim rozmachem, miała nadać miastu nowoczesnego wyglądu.

Powiedzmy, że sprawa jest dyskusyjna, ale taki panował wówczas klimat. Samochód i transport drogowy ogółem traktowano priorytetowo, dlatego przebicie drogi buldożerem przez historyczne centrum miasta uznano za najlepsze rozwiązanie. Można powiedzieć, że na tamte standardy był to układ win-win, czyli Chorzów wyglądał "nowocześniej", a zarazem udało sie odkorkować jego centrum.

Wśród wszystkich towarzyszącym Estakadzie kontrowersjom, trzeba pamiętać jednak o tym, że faktycznie ocaliła ona ludzkość przed zagładą - być może dało się to zrobić lepiej, ale efektem ubocznym było faktycznie znacznie usprawienie ruchu drogowego.
Jak nie przez Rynek, to którędy?
Gdyby wspomniana ludzkość stanęła przed takim dylematem dzisiaj, rozwiązanie zapewne byłoby inne. Włącznie z tym, że w ostateczności… nie zrobiono by po prostu nic. Pojawiłyby się hasła, że "miasto to nie autostrada", a przy okazji zwężonoby istniejącą jezdnię wyznaczając na niej drogi dla rowerów. Kij z korkami.
Swego czasu istniały wszakże plany budowy obwodnicy centrum Chorzowa, które wyeliminowałoby problem pchania tam ruchu tranzytowego, ale jest to już niemożliwe do zrealizowania, ponieważ teren potencjalnej obwodnicy został zabudowany.
Wychodzi więc na to, że można mieć albo rybki, albo akwarium, ale nie da się mieć rybek w akwarium jednocześnie.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.