Wsadzili chiński autobus do kopalni. Nadal łączył się z bazą
Chińskie autobusy są na cenzurowanym, bo według ekspertów przesyłają miliardy danych na chińskie serwery. W ramach eksperymentu wsadzono jeden z autobusów do kopalni. Próbował łączyć się z bazą.

W zakresie chińskich aut doszliśmy do pewnej paniki. Współczesne samochody wszystkich producentów zbierają przerażające ilości danych. Wykorzystywane są głównie do analizy zachowań kierowców, samochodów i sytuacji na drodze. Pozwalają określić najczęściej wciskane przyciski, znaleźć obszary, które wymagają poprawy, a w przypadku bardziej zaawansowanych aut tworzą sieć danych, która realnie podnosi bezpieczeństwo na drodze.
Jechałem kiedyś w dużej grupie nowych Audi, kilka pierwszych samochodów wykryło dziurę w jezdni, którą kierowcy omijali, a te na końcu stawki już wiedziały o zagrożeniu i informowały o tym na wyświetlaczach. Powiecie kosmos, a ja powiem, że tak wygląda współczesny świat.
Jednak zachodni eksperci doszli do wniosku, że zbieranie danych jest ok, chyba że mówimy o chińskich autach, wtedy jest to zagrożenia bezpieczeństwa. Może i jest w tym pewne ziarno prawdy, że oddajemy Chińczykom możliwość zbierania danych o europejskich drogach, kierowcach i zachowaniach.
Szkopuł w tym, że wszystko odbywa się na zasadzie domniemywań. Wiemy, że dane są przesyłane do internetu, wiemy, że mogą być przetwarzane na chińskich serwerach.
Pojawiają się dyskusje o bezpieczeństwie, w efekcie chińskie auta nie mają wstępu do baz wojskowych i miejsc szczególnie wrażliwych. Oczywiście odbywa się to na zaufaniu, że chińskie służby są na tyle nieudolne, że nie będą w stanie zdobyć tych informacji z innych źródeł. Czy tak jest? Wolę nie wiedzieć.
Chińskiej ekspansji motoryzacyjnej nie da się powstrzymać, prywatni właściciele kupują takie auta, ale również podmioty profesjonalne. Jednym z chińskich hitów jest firma Yutong, która oferuje zaawansowane autobusy. Ostatnio jeden z nich umieszczono w kopalni. Wnioski przeraziły ekspertów.
Chiński autobus łączy się z bazą z podziemia. Szpieg, który mnie kocha
Eksperci przeprowadzający test wjechali najpierw do kopalni SUV-em NIO ES8, żeby odciąć jego łączność z serwerami. Po tym, gdy auto straciło zasięg, systemy próbowały nawiązać połączenie.
Według badaczy, którzy wcześniej przez 2,5 roku testowali rzeczone NIO - ponad 90 proc. połączeń wychodzących z auta kierowało się do chińskich serwerów, pozostałe do Niemczech, USA, Holandii i Szwajcarii. Według deklaracji producenta dane europejskich klientów są przetwarzane na europejskich serwerach. Badacze uważają, że to nieprawda.
Szkopuł w tym, że transmisja jest zabezpieczona szyfrowaniem, więc nie wiedzą, co znajduje się w wysyłanych paczkach danych. Równie dobrze 90 proc. danych może dotyczyć typowej telemetrii, a 10 proc. konkretnych danych związanych z użytkownikiem może być przetwarzane w Europie. Nie ustalono tego.
W ramach testów wjechano również do kopalni chińskim autobusem Yutong. Porównano go z holenderskim autobusem firmy VTL. Według ustaleń ten drugi nie miał możliwości zdalnej aktualizacji, więc nie łączył się z bazą. Następnym razem proponuję wziąć jakiegoś poczciwego Autosana, wnioski będą podobne, ale do rzeczy.
Yutong miał rumuńską kartę SIM i obsługiwał zdalne aktualizacje i diagnostykę. Według ustaleń kamery Yutonga nie były podłączone do internetu i nie mogły być używane do zdalnego monitorowania przestrzeni wokół autobusu.
W związku z tym ustalono, że próbuje się łączyć z bazą, przekazuje jakieś dane do Chin, ale w sumie nikt nie wie jakie, ale na pewno jest z tym związane zagrożenie. Jakie? Trudno powiedzieć.
To bardzo dobrze, że łączył się z bazą
Widzicie, mógłbym tu dać sensacyjny nagłówek. Napisać, że chińskie auta nas szpiegują, że nie jesteśmy bezpieczni. Tymczasem wnioski z norweskiego eksperymentu są druzgoczące. Tyle że nie dla chińskiego autobusu, tylko dla ekspertów.
Mogli spojrzeć na swoje telefony, które w kopalni też próbowały się połączyć z nadajnikami, mogli przejrzeć swoje logi w laptopach. Chociaż najlepszy efekt uzyskaliby, gdyby odłączyli swoje urządzenia smart home od internetu. Wtedy ujrzeliby miliard prób nawiązania połączenia.
Dzisiejsze urządzenie zbierają dane i anonimowo je przetwarzają. Godzicie się na to podczas akceptowania warunków korzystania z urządzeń. To te długie instrukcje, których nikt nie czyta, a później jest zdziwiony, że wydał zgodę na zbieranie danych.
Co więcej - tak naprawdę nie wiadomo co przesyłał ten autobus i czy serwery rzeczywiście były położone w Chinach. Ten test pokazał tylko, że chiński autobus próbował połączyć się z internetem i coś wysyłał, ale co, komu i czy na pewno to coś więcej niż stan baterii, to już tego nie ustalono.
Da się to zrobić w kontrolowanych warunkach, tylko że umieszczenie w kopalni nic nie zmienia i ma zerową wartość dowodową. Ale wtedy nie byłoby sensacyjnych nagłówków, bo mogłoby się okazać, że to zwykła telemetria, której używają absolutnie wszyscy na rynku.
Dziennikarz Autoblog.pl. Poprzednio pisał dla serwisu Bezprawnik.pl, dla którego stworzył ponad 200 tekstów. Od 10 lat zajmuje się również kontrolą jednostek samorządowych, ale od zawsze jego marzeniem było pisać na tematy motoryzacyjne. Do redakcji dołączył w październiku 2020 r. Specjalizuje się w zdjęciach szpiegowskich, wizualizacjach, modelach marki BMW oraz zmianach w prawie, które bezpośrednio wpływają na motoryzacyjny świat. Obudzony w nocy potrafi wymienić zalety poszczególnych silników niemieckiej marki. Potrafi wydobyć z czeluści internetu informację na dowolny temat. Jeździ ostatnim klasycznym BMW, ale nocami marzy o BMW X6.