47 tys. zł za hybrydę klasyka i lawety. W sam raz do wożenia gratów
Jeżdżenie klasykiem to jedno, a jego godne wożenie z miejsca na miejsce to zaś drugie. Pierwszym razem, aby się nie pobrudził, innym razem, bo się zepsuł. Warto przy tym odpowiednio zadać szyku, np. starym Fordem Transitem z 1976 roku w postaci lawety.

Klasyk przebudowany na lawetę to wciąż dość rzadko spotykany temat, zawsze więc bardzo cieszy me oczy sytuacja, kiedy ktoś podejmuje się budowy i pielęgnacji takiego pojazdu. Tym bardziej miło jest widzieć, że podmiotem jest rzadki Ford Transit generacji “prosiak”, a nie np. kolejny Volkswagen T4 albo Mercedes Sprinter.

Pod jego maską siedzi 2,9-litrowy silnik V6, nie są to zatem tanie rzeczy
Transity miały w ofercie silnikowej motory V6, lecz dopiero od kolejnej generacji. Były to jednak gaźnikowe jednostki Essex, zaś oferowany Transit ma zamontowany 140-konny silnik Cologne z wielopunktowym wtryskiem paliwa. Razem z nim siedzi 5-biegowa skrzynia manualna.
Tak więc, jeżeli ktoś oczekuje statecznego, klekoczącego Diesla, to nie tutaj. Tu jest mięcho, bicepsy, tricepsy, tygodniowy gęsty zarost i zaciskanie pięści na stacji paliw.

Transit zabierze na plecy auta długości do nawet niespełna 6 metrów
Według słów sprzedającego, najazd ma długość dokładnie 5,7-metra, zatem wjedzie tam nawet GAZ-13 Czajka. A nie, chwila… Ładowność Transita to 1775 kg, zatem z tą Czajką to może niekoniecznie. Dobra, nie ważne. Jest dużo miejsca, a co z nim zrobicie, to już Wasza sprawa.

Przyjemnie dla oka, że samochód został zbudowany z szacunkiem do epoki, z której pochodzi
Nie ma tu żadnych LED-ów i innego podobnego badziewia, które potrafi obrzydzić każdego kotleta przy obiedzie. Wszystko jest zrobione z odpowiednią elegancją, na zewnątrz i w środku. I to mi się podoba. I to rozumiem.
Nawet dwukolorowe malowanie nadwozia, chociaż jest całkowicie indywidualne, wygląda zgrabnie. Jego historia jest taka, że właściciel podczas budowy samochodu upodobnił go kolorystycznie do posiadanej przez siebie Warszawy polakierowanej customowo właśnie w takie barwy. O ile Warszawa mogła wzbudzać kontrowersje, to Transit według mnie się obronił.

Sam Ford Transit tej generacji to praktycznie wymarły samochód
To już wątek całkowicie poboczny, ale prawdą jest, że model auta sam w sobie jest dzisiaj spotykany mniej więcej tak samo często, jak chiński delfin rzeczny. W gronie klasycznych samochodów dostawczych królują Volkswageny, a zaraz po nich Mercedesy, zaś Fordów praktycznie się nie spotyka.
Jeżeli więc szukasz czegoś ciekawego do wożenia klasyka na zlot lub zepsutego grata do stacji demontażu warsztatu, to Ford Transit jest ciekawą propozycją.
Tanio nie jest, ale to już Wasz problem.



















