W latach 90. woził pasażerów po Polsce. Jelczom na jego widok schodziło powietrze z opon
Lata 90. to szalony czas importu do Polski przeróżnych zagranicznych pojazdów. Szaleństwo nie ominęło również PKS-u, w którego barwach przez kilka lat jeździł niezwykły, jak na nasze realia, autobus.

To, że w tamtym czasie do Polski importowano mnóstwo amerykańskich samochodów osobowych, wszyscy zdążyli zauważyć. Ale że sprowadzono kilka amerykańskich autobusów międzymiastowych, w tym MCI Crusader II, to się raczej nie spodziewaliście.
Taki oto dziwoląg, utrwalony na fotografii Steve’a Guessa, od 1993 roku woził pasażerów w barwach zamojskiego PKS-u.

Wspaniały, nowoczesny i bijący wszystkich na głowę autobus międzymiastowy. Obok jakiś MCI MC-9 Crusader II w barwach PKS-u.
Pojazd zarejestrowano w Polsce z początkiem lipca 1993 roku
Patrząc na to, że fotografia jest datowana na dzień 4 lipca 1993 roku (piękna data dla Amerykanów, nawiasem mówiąc), autobus był wówczas na początku swojej służby - być może wykonywał jeden z pierwszych kursów. Wóz przydzielony był do PKS-u Zamość, skąd też kursował.
Nie jest do końca jasne, jak trafił on do Polski - jedni wspominają o darze amerykańskiej polonii, inni o imporcie z niemieckiej bazy US Army, jednak wszystkie wzmianki są jedynie poszlakowe i trudno je uznać za jakkolwiek wiążące.
Nie znalazłem też żadnych informacji w archiwalnej prasie, które naprowadziłyby mnie na pochodzenie autobusu. W tym samym 1993 roku PKS Zamość wpisał na stan jeszcze trzy Jelcze T120, jednakże były to pojazdy fabrycznie nowe.
Autobus to konkretnie MCI MC-9 Crusader II i pochodził z 1983 roku
Zatem w momencie rejestracji w Polsce pojazd miał już 10 lat na karku - w tamtych latach autobusy rzadko kiedy dobijały do 15 lat eksploatacji, wiek można więc uznać za dość słuszny. Niemniej, w zestawieniu z naszymi Jelczami i Autosanami była to konstrukcja z zupełnie innego wymiaru.
MC-9 to dziewiąta generacja serii MC, która od pierwszego numerka produkowana była już od 1958 roku. Konstrukcję modernizowano średnio co 2-3 lata, niemniej zdarzało się, że niektóre starsze modele produkowano na zakładkę z nowszymi. Przykładowo, późniejsze wersje MC-5 szły równocześnie z MC-6, a nawet MC-7. Po modelu MC-9 pojawił się od razu MC-12, po czym w 1998 roku zakończono produkcję autobusów tej serii.
Kiedy silnik wchodził na obroty, było go słychać już z sąsiedniej miejscowości
Amerykański autobus był wyposażony w silnik dość typowy dla tamtejszych konstrukcji autobusowych i ciężarowych, czyli dwusuwowego klekota firmy Detroit Diesel. Jednostki te odznaczały się charakterystycznym dźwiękiem, który bardziej przypominał skrzyżowanie młota udarowego z wiertarką niż klasyczny gang silnika wysokoprężnego. Na tle klekotu Mielca albo Andorii można go było zidentyfikować z zawiązanymi uszami.
PKS Zamość pozbył się wozu w 2000 roku, ponieważ był niepraktyczny i brakowało do niego części
W przeciwieństwie do krajowych konstrukcji, Crusader nie miał drugich drzwi, tak że cały ruch odbywał się przez wejście w przedniej części pojazdu, co przy intensywnej rotacji pasażerów bywało irytujące.
Kolejna sprawa, z punktu widzenia operatora autobusu nawet ważniejsza, to że nie istniała do niego żadna baza części zamiennych. O ile przednie "okulary" szło dopasować od Stara serii 200, o tyle bardziej unikatowe części, w tym te mechaniczne, już średnio. Chociaż adaptacja Mielca SW-680, kiedy Detroit Diesel raczyłby ostatecznie uklęknąć, musiałaby być niezwykle ciekawa.
Ślad po autobusie urywa się w 2000 roku, kiedy to rzekomo został oddany do Sanoka, w ramach rozliczenia za… nowego Autosana H-9. Trudno mi potwierdzić, czy jest to prawda, ale wspomniało o tym kilka osób, coś więc musi być na rzeczy. Brakuje natomiast jakichkolwiek informacji, co z Crusaderem stało się dalej - być może stoi gdzieś w krzakach i robi za altankę.
Po Polsce jeździło wtedy również kilka innych "Amerykańców"
Na zdjęciu uwieczniony został MCI MC-9, natomiast nie był to jedyny sprowadzony do Polski autobus produkcji amerykańskiej. Drugi taki sam podobno jeździł w Tarnowie, "taki sam, ale inny" od 1995 roku stacjonował również w Lublińcu. Niestety, żaden z nich nie dotrwał do dzisiaj, chociaż w przypadku Lublińca były próby - tamtejszy autobus Blue Bird zaliczył transplantację twarzy.
Ale to już temat na inne opracowanie.
Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.