REKLAMA

Niezwykle rzadkie auto trafiło do Polski. Jest wspaniałe

Polski rynek klasyków to dość specyficzna przestrzeń, ale czasami nawet on potrafi pozytywnie zaskoczyć. Takiego samochodu nikt się jednak nie spodziewał. Absolutnie nikt.

Niezwykle rzadkie auto trafiło do Polski. Jest wspaniałe
REKLAMA

Albo inaczej - kto nie zna Piotra, czyli znanego kolekcjonera zabytkowych samochodów, prowadzącego firmę House of Classics, ten na pewno się nie spodziewał. Ktoś, kto Piotra zna, być może będzie mniej zaskoczony, ale tylko nieznacznie.

REKLAMA

Do Polski prosto z targów w Bolonii trafił bowiem niezwykle rzadki okaz, a mianowicie przedwojenny Adler 2.5 Liter w wersji Sport. Tatrze T87 na jego widok wyrosło na środku trzecie oko.

REKLAMA

Ten egzemplarz to przedstawiciel zupełnie zapomnianej dzisiaj marki samochodów

Zacznijmy od krótkiego wprowadzenia, o co tutaj w ogóle chodzi. Adler to firma, która sama w sobie jest dosyć znana, ale niekoniecznie z produkcji samochodów. Rowery, motocykle czy maszyny do pisania - jak najbardziej. Niemniej, Adler przed wybuchem II wojny światowej był jednym z wiodących producentów aut na terenie Niemiec, obejmując mniej więcej ćwierć ówczesnego rynku.

Mało tego, Adler zajmował się już produkcją samochodów, kiedy takie BMW dopiero ssało smoczek. Firma jako taka została założona w 1880 roku, a tuż przed końcem stulecia, w 1895 roku opisano ją nazwą Adlerwerke. Działalnością firmy początkowo była produkcja rowerów i maszyn do pisania, natomiast już w 1900 roku skonstruowano pierwszy samochód pod marką Adler - model Vis a Vis.

REKLAMA

Adler 2.5 Liter pojawił się w 1937 roku jako przedstawiciel klasy średniej wyższej

Luźne nawiązanie do Tatry na początku tekstu nie było przypadkowe, ponieważ Adler był również jednym z przedstawicieli modnego wówczas nurtu streamline, którego czechosłowackie samochody był wręcz synonimem.

Model 2.5 Liter powstał także w czasach, kiedy pełną parą na terenie III Rzeszy budowano autostrady, słynne Reichsautobahnen. Stąd też przylgnęło do niego określenie Adler Autobahn, jako że jego opływowa sylwetka doskonale współgrała z perspektywą robienia przeciągu na autostradzie.

REKLAMA

Sprowadzone do Polski auto to dokładnie Adler 2.5 Liter Sport

Samochód posiadał inne, zaprojektowane specjalnie dla niego nadwozie. W stosunku do klasycznego sedana było ono nieco niższe, węższe i dłuższe nadwozie - czyli po prostu optycznie bardziej wysmuklone. Dodatkowym smaczkiem stylistycznym były zakryte tylne koła.

Auto było jednak sportowe nie tylko z nazwy - fabryczny, 2,5-litrowy silnik został doprężony, tak że z fabrycznych 58 koni uzyskał ich aż 80. To w połączeniu z niezwykle opływowym nadwoziem pozwalało rozpędzić Adlera do zawrotnych 150 km/h. Pamiętajmy, że mówimy o samochodzie drogowym, a jesteśmy w drugiej połowie lat 30., gdzie takie osiągi musiały robić wrażenie.

REKLAMA

Nie wiadomo, ile dokładnie przetrwało tych samochodów, ale wersja Sport to ogromny unikat

Samych Adlerów 2.5 Liter rzekomo pozostało przy życiu około 50 sztuk, co przy skali produkcji na poziomie niewiele ponad 5000 egzemplarzy stanowi zaledwie niewielki ułamek. Liczba ocalałych wersji Sport jest przy tym jeszcze mniejsza, aczkolwiek dokładna liczba takich Adlerów nie jest znana, ponieważ w statystykach egzemplarze trafiły do jednego worka z wszystkimi modelami 2.5 Liter.

Marka Adler po II Wojnie Światowej zawinęła się z rynku samochodów

Sama firma jeszcze długo zajmowała się m.in. produkcją motocykli, natomiast po wojennych turbulencjach nigdy już nie powróciła do produkcji samochodów osobowych. Adler 2.5 Liter i jego wszystkie wersje pochodne były przy tym ostatnimi autami wyprodukowanymi pod tą marką.

REKLAMA

To wspaniałe, że takie auto trafiło do Polski. W zalewie kwadryliona Mercedesów i Porsche jest to coś naprawdę niesamowicie ciekawego.

Michal Reicher
Redaktor

Dziennikarz, fotograf, podróżnik i graciarz. Od 2019 roku redaktor Magazynu Classicauto, występował również gościnnie w Plejady Subaru. Etatowo od 2015 roku instruktor nauki jazdy, od 2018 roku w warszawskiej szkole GazeLka, gdzie uczy młodych ludzi graciarstwa od podstaw. Pomiędzy wierszami biega z aparatem po obskurnej i zapadłej Polsce, publikując swe zdjęcia na instagramowym profilu Polska w ruinie. Czasami zabawia towarzystwo organizacją imprez nawigacyjno-turystycznych pod szyldem Stary Pojazd i Może. Jeździ na co dzień tym, co akurat rano odpali.

Tagi:
REKLAMA
REKLAMA